czwartek, 21 listopada 2013

CHAPTER THREE

CHAPTER THREE
Justin’s POV
Patrzyłem groźnie to na Dereka, to na Clary.
- Czy któreś z was ma zamiar odpowiedzieć na moje pytanie? – podniosłem jedną brew ku górze.
- Justin, bracie – zaczął spokojnie Derek. – O co ta złość? – wzruszył ramionami. Jakby nie wiedział!
- Lepiej mnie nie denerwuj! – wypaliłem. Clary natomiast stała cicho obok mojego brata ze spojrzeniem wlepionym w podłogę.
- A ty, Clary? Nie masz mi nic do powiedzenia? – spytałem podle, ona zaś podniosła swój przerażony wzrok na mnie i wciąż milczała.
- Stary, nie rozumiem, o co ci chodzi! Przyprowadzasz do domu co dzień inną laskę! Co ci zależy, że raz spotkałem się z jedną z nich? – krzyknął wpieniony Derek. Niech mi ciśnienia nie podnosi… dlatego, że nie wiem co takiego mu odpowiedzieć. Przecież nie powiem w obecności tej panny, że mnie zaintrygowała i chciałem ją bliżej poznać.
- Powiem ci stary o co chodzi – wycedziłem przez zęby po chwili. Przytrzymałem Dereka za koszulkę, grożąc mu. – Ostatni raz widzę cię z nią! – pokazałem ręką na Clary, po czym opuściłem kuchnię, wychodząc z domu.
Drew’s POV
            Podążałem za Derekiem, który najwidoczniej miał więcej odwagi niż ja. Pewnym krokiem zmierzał w stronę gabinetu dyrektora. Czułem się naprawdę źle. Ogarnęło mnie poczucie winy. Gdyby nie ja, nie mielibyśmy teraz problemów. Nie potrzebnie wdałem się w tę bójkę, jednakże nie wytrzymałem. Na ogół ja i Derek staramy się być spokojni w szkole, aby nie przysporzyć naszej rodzinie żadnych nowych kłopotów. To co Justin i Jason wyprawiali podczas swoich szkolnych lat, definitywnie wystarczy. Derek zazwyczaj usuwał się na bok, z dala od życia szkoły. Ja sporadycznie udzielałem się i robiłem swoje. Nienawidziłam osób nazywających mnie „kujonem” albo „lamusem”. Choć co mogłem im zrobić? Głupie i dziecinne wyzwiska, więc odpuszczałem. Jednak, gdy ktoś obraża moją rodzinę, sprawa wygląda dla mnie kompletnie inaczej.
            Weszliśmy do gabinetu dyrektora.
- Siadajcie chłopcy. Zastanawiałem się, czy przyjdziecie – powiedział dyrektor, wskazując na dwa krzesła tuż przed jego stanowiskiem.
- A gdzie ten laluś, co zaczął? – spytał dość grzecznie Derek.
- Słucham? – odpowiedział pytaniem na pytanie dyrektor, mrużąc oczy.
- Nie mam pojęcia jak koleś się nazywa, ale to on naskoczył na mojego brata, nie Drew na niego – kiwnął głową na mnie.
- Tak? – Dyrektor zapytał, robiąc przy tym idiotyczną minę. Westchnąłem. – Z tego co mi wiadomo, to pan Bieber zaczął, a drugi Pan Bieber później skończył.
- Nie – odparłem sucho. Czas coś tutaj powiedzieć od siebie. – Było kompletnie inaczej.
            Postanowiłem bronić honoru swojego i mojego brata. Wspólnie wytłumaczyliśmy dyrektorowi, jak naprawdę było, pomijając kilka faktów. Chwilę pomarudził, że znał kompletnie inną wersję tego wydarzenia, ale w końcu powiedział, że możemy wracać na lekcje. Była to moja pierwsze wizyta u dyrektora i szczerze, poszła całkiem w porządku. Kiedy to wychodziliśmy, miałem nadzieję, że Derek podziękuje mi za obronienie nas przed dyrem. Jednakże moje nadzieje rozwiał wiatr.
- Słuchaj mnie! – wrzasnął. – Nie mam zamiaru ani razu więcej ratować twojego tyłka. Nie wiem… Jak dla mnie możesz nauczyć się bić, jeśli jest to twoja nowa ambicja, a jeśli nie to zajmij się nauką – odwrócił się na pięcie.
- A ty gdzie? -  fuknąłem, lekcje przecież wciąż trwały.
- Mam dość szkoły na dziś – odpowiedział pod nosem, jednak zdołałem to usłyszeć.
Wzruszyłem jedynie ramionami i skierowałem się w stronę pracowni chemicznej. Postanowiłem posłusznie wrócić na lekcje, aby nie narobić sobie nowych kłopotów. Poza tym, pozostała mi tylko jedna godzina lekcyjna.
Derek’s POV
            Wyszedłem ze szkoły okropnie wpieniony. Ludzie twierdzili, że zawsze upodabniam się do Jasona. Nie mieli racji. Zawsze byłem sobą i takie sytuacje sprawiały, że gotowałem się w środku. Nałożyłem kaptur na głowę i zamierzałem wrócić do domu piechotą, aby zebrać myśli.
- Hej – usłyszałem nagle za sobą. – poczekaj!
Obróciłem się, a znajom blondynka stała już tuż przy mnie.
- Hej – powtórzyła – Derek, prawda?
- Wow, zapamiętałaś.
- Jak mogłabym nie zapamiętać? – zajrzała mi w oczy. Dziewczyno, jeszcze dziś rano nazwałaś mnie Deray. – Widziałam cię dzisiaj w stołówce szkolnej. Podziwiam to, co zrobiłeś – powiedziała jak gdyby nigdy nic, dotrzymując mi kroku.
- Niby dlaczego? – spytałem obojętnie.
- Uważam, że to było szarmanckie. Choć w prawdzie, broniłeś swojego brata, ale sądzę, że dziewczynę też byś obronił – uśmiechnęła się.
- Możliwe.
Szliśmy tak przez długi czas w ciszy, nie mówiąc nic. Zaczęło się robić niezręcznie.
- Słuchaj. Przepraszam cię, ale musze zapytać. Co robiłaś dzisiaj rano pod naszym domem? – zatrzymałem się na moment.
- Nic takiego – wzruszyła ramionami.
- Wiesz, mogę być czasem oschłym dupkiem, ale zastanawia mnie tylko, czy Justin cię skrzywdził? – nie miałem pojęcia skąd wzięło się to we mnie. Z jednej strony byłem piekielnie ciekawy, a z drugiej  martwiłem się o tę laskę. Nie żebym nagle odkrył w sobie troskę, niczym Matka Teresa z Kalkuty. Po prostu chciałem się upewnić, że wszystko było w porządku, ponieważ mojemu bratu czasem odbija.
- Nie, nie, nie – potrząsnęła głową. – Nic z tych rzeczy.
- Więc o co chodziło?
- Naprawdę musisz wiedzieć? – jęknęła, a ja pokiwałem głową. – Chyba wiesz czym zajmuje się twój brat? – wiedziałem. - Miałam z nim moment – przystanęła. –ale zakończyłam to wystarczająco wcześnie. Nic się między nami nie wydarzyło. Jednak twój brat nie przyjmuje żadnej odmowy.
- Wyrzucił cię z domu? – nie mogłem uwierzyć.
- Można tak powiedzieć, ale nie mówmy o tym – spuściła głowę na dół.
- W porządku. Dlaczego zatem nie jesteś na lekcjach? – chciałem podjąć jakiś temat, a szkoła była najlepszym wyjściem.
- Muszę jechać do szpitala odebrać coś dla mojej sąsiadki – odpowiedziała dość obojętnie, wzruszając ramionami. – A ty?
- Co ja?
- Czemu nie jesteś na lekcjach? – zaśmiała się pewnie z mojego nierozgarnięcia. Cóż mogę powiedzieć? Tak działało na mnie towarzystwo dziewczyn.
- Eee – chciałem wymyślić coś odpowiedniego. Clary wyglądała na porządną dziewczynę. Co jeśli odstraszali ją chłopcy nie mający żadnych celów w swoim życiu i opuszczający szkołę? Choć sama przecież była w klubie. Może powiem jej, że jadę odebrać coś dla mojej cioci? To byłoby żałosne.
- Halo – pomachała mi ręką przed twarzą. – Ziemia do Dereka!
- Ah tak. Wiesz, to nie jest tak, że ja nie chodzę do szkoły, ale po prostu… miałem na dzisiaj dość tego miejsca.
- Rozumiem – przytaknęła.
- Rozumiesz? Niby jak? – zaśmiałem się. – Nie należysz do tych uczennic z super średnią, uczęszczających na wszystkie dodatkowe zajęcia.
- Należę, ale to nie oznacza, że jestem fanką przebywania w szkole – sprzedała mi kuksańca w bok, a ja udawałem, że zwijam się z bólu.
- No nie wierzę! Nie dość, że już dzisiaj miałem jedną bójkę, to jeszcze dziewczyna mnie wykańcza – wydałem z siebie mały okrzyk, po czym zrobiłem minę biednego zwierzęcia.
- Oh daj spokój Derek! Przecież nie dostałeś ani razu tam w stołówce!
- Chyba jesteś słabym widzem. Dostałem – na jej twarzy malowało się zdziwienie, a usta ukształtowały się w okrągłą literkę ‘o’. – Spokojnie! Tylko raz!
- No ja myślę – zaśmiała się. Po chwili zdałem sobie sprawę, że znajdujemy się na ulicy oddalonej o 3 przecznice od mojego domu, a około 5 od szkoły. Trochę sporo przeszliśmy, nawet tego nie zauważając. Najśmieszniejsze w tym wszystkim było to, że przystanek autobusowy minęliśmy przy wyjściu od szkoły. Zaśmiałem się w duchu. Czyżby moje towarzystwo spodobało się Clary? Szczerze powiedziawszy, było to dla mnie kompletnie nowe doświadczenie. Zawsze obserwowałem dziewczyny, które umawiały się z Justinem i oceniałem je czasem z wyglądu. Ale sam nigdy nie umawiałem się z nikim.
„Chwila Derek, przecież ty się z nią nawet nie umawiasz, jedynie rozmawiacie” – otrząsnąłem się.
- O czym tak rozmyślasz? – spytała nagle Clary.
- O tym, że przystanek autobusowy mineliśmy jakieś 10 minut temu – odparłem.
- Nie szkodzi, pojadę tramwajem. Za 3 przecznice jest pętla i stamtąd też dotrę do szpitala – uśmiechnęła się jedynie.
3 przecznice. 3 przecznice. Za 3 przecznice miniemy mój dom, ponieważ znajduje się tuż przy pętli tramwajowej. Świetnie!
            Gdy znaleźliśmy się tuż obok furtki, prowadzącej do mojego domku, poinformowałem Clary, że na mnie już czas.
- Oh – zrobiła minę zranionego szczeniaczka. – Dlaczego już? Tak szybko? No dobra, trudno – gdy dziewczyna kontynuowała swój pożegnalny monolog, pomyślałem tak, czy aby nie zaprosić jej do środka. Jason pewnie gdzieś wyszedł, a Justin nas nie zauważy. A nawet jeśli, to nie będzie pamiętał Clary, gdyż jedyne o czym myśli po poznaniu dziewczyny to seks, którego w tym przypadku nie było. W każdym bądź razie, zaprosiłbym Clary do nas na obiad, zrobilibyśmy razem naleśniki, a mama i Drew na pewno by się ucieszyli.
- Koniecznie musisz jechać do tego szpitala? Może weszłabyś na trochę,  na obiad? – podrapałem się w głowę ze zdenerwowania. Nigdy wcześniej nie zapraszałem dziewczyny do swojego domu.
- W sumie – zastanowiła się – mogę wejść.
            Bawiliśmy się naprawdę świetnie, ponieważ Clary ma niesamowitą osobowość. Nigdy wcześniej nie spotkałem tak zaskakującej dziewczyny. Była pełna energii, wciąż się uśmiechała i śmiała. A w dodatku potrafiła przyrządzić naleśniki, w czym ja nie byłem mistrzem. Clary stała przy kuchence i obracała nasze naleśniki na patelni, podczas gdy ja nakrywałem do stołu. W tym samym czasie usłyszeliśmy trzaśniecie drzwi, a w progu pojawił się Justin.
- Co ty do cholery tutaj robisz? – zwrócił się w stronę Clary.
Jason’s POV
            Siedziałem na drewnianej ławce, okropnie się denerwując. Walczyłem już wiele razy podczas akcji z chłopakami. Kiedy to załatwialiśmy jakiś ludzi, bądź wymuszaliśmy na nich natychmiastowe oddanie pieniędzy. Wtedy wydawało to się cholernie proste. Jeden cios, drugi i koleś leży. Ale walki MMA? To kompletna nowość dla mnie. Sam nie wiem czemu zgłosiłem się do tego klubu. Gdy zauważyłem to ogłoszenie wczoraj, postanowiłem uczynić coś nowego i przyjść tutaj. O dziwo, zaproponowali mi początkową lekcje od razu. Chciałem oderwać się od ciągłego palenia trawki i problemów związanych z pieniędzmi. Chciałem mieć jakieś zajęcie. Chciałem wyładować wszystkie emocje, które w sobie tłumiłem.
- Ty jesteś Jason Bieber? – poderwałem się z miejsca i spotkałem spojrzenie brunetki o anielskim uśmiechu.
- T-tak. To ja – odpowiedziałem jak najszybciej.
- No więc, tak naprawdę mamy teraz pełno zgłoszeń i chętnych, nie wiem w ogóle dlaczego cię przyjęli – mówiła z obojętnością. - Szef poprosił mnie o zajęcie się tobą podczas pierwszej lekcji – zatrzepotała rzęsami.
- Ty? – pisnąłem zdziwiony. Zdawałem sobie sprawę, że to nie jest żadna szkoła mieszanych sztuk walki. Wszystko co się tutaj odbywa jest tak naprawdę nielegalne. Należy siedzieć cicho, korzystać z nauki, ile się da i brać udział w obowiązkowych pojedynkach. Taki jest układ, ale nie wspomniano w nim, że lekcje może prowadzić dziewczyna, w dodatku niższa ode mnie o głowę i arogancka na swój sposób!
- Pewnie – zaśmiała się. – Dawaj koniku polny, idziemy!
- Dlaczego dziewczyna ma prowadzić moje lekcje?– wciąż nie ruszałem się z miejsca.
- A kto powiedział, że będę prowadziła twoje lekcje? – spojrzała na mnie krzywo. – Mam się tobą jedynie zająć, ponieważ nasi wszyscy instruktorzy mają w tej chwili innych uczniów – gdy wciąż stałem z założonymi rękoma, dodała. – Spokojnie, nie mówię, że będziemy uprawiać seks. Opowiem ci trochę o naszym klubie. Uwierz, moje towarzystwo jest znośne.
- Dobrze – pokiwałem głową i ruszyłem za dziewczyną.
            Zaprowadziła mnie do małego pokoju z szybą na salę treningową i workiem do boksu. Szczerze powiedziawszy nie było tutaj nic, oprócz tej ogromnej szyby, która przykuła moją uwagę, a raczej to, co rozgrywało się tuż za nią.
- Ten czarny nazywa się Simon. Jest u nas najlepszy – kiwnęła głową na chłopaka staczającego bitwę na ringu.
- Ten blondyn obok niego to Jace, równie dobry.
Przyglądaliśmy się im przez dłuższą chwilę, głownie dlatego, że ich walka bardzo mnie zafascynowała. Czułem się jak mały chłopczyk, któremu dano nową zabawkę.
- A ty – zwróciła się do mnie. – Walczyłeś już kiedyś?
- Można by tak powiedzieć – stwierdziłem rzeczowo.
- Świetnie – obróciła się na pięcie i wyszła na salę treningową. Obserwowałem jak woła znanego mi już Simona i zagaduje do niego. Stwierdziłem, że jest naprawdę śliczna. Zabójcza figura i karnacja trochę ciemniejsza od mojej. W dodatku długie, czarne falowane i lśniące włosy, które opadały zwiewnie na jej plecy. Ciekawe jak miała na imię.
            Nagle pokazała na mnie ręką i wykonała gest ręką, wołając mnie.
- Simon, to jest Jason. Simon pokaże ci początkowe chwyty czy cokolwiek. Przepraszam, ale nie znam się na tym sporcie najlepiej – uśmiechnęła się. – Miłej zabawy chłopcy! – rzuciła na pożegnanie i odeszła.
- To co? Bierzemy się do pracy.
            Ku mojemu zaskoczeniu, Simon okazał się bardzo uprzejmą osobą. Tłumaczył co i jak w nadzwyczaj zabawny sposób. Walczyłem wcześniej wiele razy, tak jak wspominałem, ale ciekawie było dowiedzieć się wszystkiego od podstaw. Dzisiaj nauczyłem się jak wymierzyć prawidłowe kopnięcie w kość udową i jednego chwytu prostego. W sumie nic wielkiego, ale pod koniec treningu Simon pozwolił mi powalczyć z nim kilka rund i obiecał, że da mi fory. Równy gość.
            Przez ten cały czas byliśmy natarczywie obserwowani przez wcześniejszego przeciwnika Simona, co momentami robiło się irytujące. Czasem w drzwiach wejściowych pojawiała się moja „wcześniejsza nauczycielka”. Po skończonym treningu udałem się do szatni.
- Hej Jason! – dogoniła mnie, gdy już miałem zamiar wychodzić. – Musisz uzupełnić mi pewne papiery.
- W porządku.
Typowe popierzyska. Imię i nazwisko, data i miejsce urodzenia, i tak dalej. Nuda! Postanowiłem zaryzykować i gdy „moja nauczycielka” obróciła się, zapisałem małym druczkiem mój numer telefonu w rogu kartki.
- Skończyłeś? – spytała.
- Tak – oddałem jej wypełniony arkusz. – Jak ci na imię? – odważyłem się.
- Summer. Summer Lawrence – uśmiechnęła się.
- Może spotkalibyśmy się kiedyś? – uniosłem sugestywnie brew.
- Nie wiem czy byłabym zainteresowana, ale zadzwonię w razie czego.
- Zadzwonisz? – zdziwiłem się.
- Zdaje mi się, że zapisałeś mi swój numer na arkuszu, co było niemądrym posunięciem, ponieważ jest to dokument. Nie nauczyli cię w szkole, że po dokumentach się nie pisze? Muszę go teraz zapisać w telefonie, a później zamazać. Kupa roboty– zaśmiała się. – Miło było cię poznać Jasonie Bieber.
- Mnie również Summer Lawrence – posłałem jej jeden z moich najwspanialszych uśmiechów i opuściłem budynek klubu.
Drew’s POV
- A co ty taki przygnębiony jesteś braciszku? – usiadłem obok Dereka na sofie w salonie. Była sobota w południe.
- Nie pytaj – mruknął pod nosem, przeskakując kolejny kanał w telewizji.
- Przecież nie będziemy mieć problemów w szkole przez wczorajsze zajście, wyluzuj.
- Naprawdę sądzisz, że przejmuje się jakąś idiotyczną bójką z twojego powodu? Szczerze powiedziawszy, wali mnie to – wykrzyczał, rzucając pilotem.
- Ktoś tutaj chyba ma napięcie przedmiesiączkowe – zaśmiałem się. – No nic nie wskóram swoimi dobrymi chęciami. Złość się sam Panie Samotny, ja jadę do szpitala Parker-Riley’a, bo w przeciwieństwie do ciebie, obchodzi mnie los innych.
Nie odpowiedział nic.

 ____________________________________________________________

Witam! 
Mam nadzieję, że spodobał wam się rozdział, ponieważ naprawdę się starałam.
Akcja zaczyna się coraz bardziej rozwijać, choć wiem, że momentami wciąż jest nudno. Ale chcę poznać wasze odczucia. Nudzi was fabuła? Dodać więcej akcji, niepewności i dramy? To znaczy, na pewno dodam, ale z czasem, więc cierpliwości. Mam też nadzieję, że nie gubicie się w tych perspektywach różnych postaci. Zdaję sobie sprawę, że to duża odpowiedzialność i tak dalej, ale spokojnie :)
Proszę was też o zostawianie po sobie śladu w postaci komentarza. To mnie naprawdę motywuje, ponieważ gdy widzę marne dwa komentarzyki, to odechciewa mi się czasem tworzyć dalej. 
Zaglądajcie do zakładki informowani i rozdziały , w której będą pojawiać się daty premier kolejnych.
NIE ZAPOMNIJ O KOMENTARZU. DZIĘKUJE

6 komentarzy:

  1. boskie ! :-p
    @jaicrushx

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny! ;) /@young_wild_slow

    OdpowiedzUsuń
  3. trochę się pogubiłam, ale po chwili już ogarniałam. xd świetny rozdział. :) polecam powoli rozkręcać akcję bo potem to nam się chyba pomiesza. xd ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. cudny :P
    http://she-dont-like-the-lights-jb.blogspot.com/
    http://nadalpamietam.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurde ! Naprawde świetny blog ! Gdy tylko na początku popatrzyłam na bohaterów zdobyłaś u mnie ogronnego plusa za oryginalny pomysł. A teraz widzę, że oprucz ciekawej tematyki, kolejną zaletą opowiadania jest twój ogromny talent - zdecydowanie masz dryg do pisania. <3 Jak tylko wejdę na laptopa - bo jestem na komórce - dodaję do obserwowanuchi ze zniecierpliwieniem oczekuję na nastèpny rozdział.
    Najbarfziej polubiłam Jasona, aczkolwiek polubiłam wszystkich braci. Zaintrygowła mnie również osoba Justina jest taki... inny. Podoba mi się to ;)
    Ami <3
    this-is-my-life-brooklyn.blogspot.com
    Przepraszam za błèdy, lecz pisałam komentarz z mojego telefonu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierwsze małżeństwo skończyło się po 3 miesiącach, ile wytrzyma te które mam zawrzeć za 3 dni? Mam nadzieje, że o wiele dłużej...

    http://pokochaj-mnie-jeszcze-jeden-raz-jbff.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń