niedziela, 10 listopada 2013

CHAPTER ONE

Drew’s POV

            Wszedłem do domu, zatrzaskując drzwi na klucz.
- Mamo? – zawołałem, przekraczając próg prowadzący z holu do zagraconego salonu. Zero odzewu.
- Derek? – ponowiłem swoje nawoływanie. Nie powiadomiono mnie wcześniej, że dziś po południu wszyscy wychodzą.
- Czego? – usłyszałem znajomy głos brata dochodzący z kuchni.
- O tutaj jesteś! Myślałam przez moment, że wszyscy wyszli. Co robisz? – zajrzałem mu przez ramię – O! Hamburgery widzę! Mogę jednego? Umieram z głodu już od kilku godzin – westchnąłem.
- Spadaj! Nikt ci nie każe siedzieć tyle w szkole kujonku – zaśmiał się złośliwie, nalewając sobie ogromną ilość keczupu na stek. Nigdy nie rozumiałem jego keczupowej miłości i raczej nie zrozumiem. Ohyda.
- Czy ktoś nie chciał tutaj korków z algebry? Ponieważ wydaje mi się, że…
- No dobra, odpuść. Z czym chcesz? – spytał, wrzucając kolejnego steka na patelnie.
            Powiedziałem bratu swoje życzenia odnośnie burgera i rozłożyłem się na kanapie w salonie. To nie prawda, że byłem kujonem. Po prostu lubiłem się uczyć i pragnąłem zostać kimś, a nie spędzić życie tak jak moi bracia. Derek do prawdy, nie był taki zły, zgrywał się jednie. Wielki z niego badboy. Jason radził sobie kiedyś w szkole podobnie jak ja, a teraz? Nawet nie ma zamiaru się tam wybrać. Prochy i dragi mu jedynie w głowie. O Justinie już nie wspomnę. Co róż to inna dziewczyna spędza noc w jego pokoju. Najbardziej współczuję moje matce. Pracuje na dwie zmiany i ufa nam na tyle, aby pozostawić dom dla nas. Jednak nie ma pojęcia, co dzieje się tutaj pod jej nieobecność. Justin wykorzystuje to często, owszem i w ogóle nie pomaga w obowiązkach domowych. Jason pali trawkę z jakimiś czarnuchami ze slamsów, a z Derekiem to różnie bywa. Prawda jest taka, że ja jedynie dbam tutaj o porządek. Lecz sam nie mam na to wiele czasu, ponieważ staram się o najwyższy wynik na teście kończącym szkołę.
- Chcesz tego burgera czy nie? – Derek zjawił się w salonie z talerzem w ręku.
- Oh, tak! Zapomniałem!
- No tak. Jedyna rzecz o której pamiętasz to szkoła – śmiał się sam ze swojego żartu. A tylko przypomnę sobie czasy jeszcze sprzed odejścia ojca. Zawsze trzymaliśmy się razem, tak wiele się zmieniło.
- DREW GAMONIU! Słyszysz mnie? Sprzątasz po obiedzie. A te burgery co tam zostały, zostaw dla Jasona, powinien niedługo wrócić.
I jak na zawołanie otworzyły się frontowe drzwi, a wraz z Jasonem w salonie pojawił się obrzydliwy zapach papierosów i innych okropieństw, które jarał.
- Co tak ładnie pachnie? – zawołał uszczęśliwiony.
- Na pewno nie ty – prychnąłem – czy mógłbyś czasem zaprzestać, albo choć trochę zwolnić?
- Oh braciszku! – podszedł do mnie i rozczochrał moją grzywkę, choć wiedział, że tego nienawidzę – Zajmij się sobą radzę ci, ja nie wchodzę w twoje edukacyjnoszkolne sprawy! – wykrzyczał poirytowany i zniknął w kuchni.
- Ostro się robi, lepiej uważaj kujoniasty – wyszeptał Derek i pognał na górę do swojego pokoju, pewnie pograć na playstation.
Wspominałem już jak bardzo są irytujący?
Chciałem już wstać i wrócić do swojego pokoju, dzielonego z Derekiem, ale zatrzymał mnie Jason.
- Stary, masz jakąś kasę? – spytał.
- Nie mało ci? – odpowiedziałem, podnosząc ton głosu.
- Wyluzuj, wszystkie swoje straciłam, a koniecznie potrzebuje – włożył ręce do kieszeni, widocznie się denerwując.
- Na co? – potrzebowałem konkretów.
- A czy to ważne?
- Chcesz pieniądze czy nie? – nie oddałbym swojego stypendium, nie wiedząc na co.
- Muszę oddać za dragi, 100 dolców – odpowiedział sucho.
- Aż 100 dolców? Jason, to trzy czwarte mojego stypendium! Słuchaj, jako twój brat, pożyczę ci te forsę ,ale chcę abyś zaczął zarabiać na siebie, masz 18 lat stary! Ogarnij się, przestań myśleć jedynie o narkotykach, to cię niszczy. Ostatni raz ci pomagam w takiej sprawie – ostrzegłem go, po czym wyciągnąłem portfel z tylnej kieszeni i podałem mu studolarowy banknot.
„Boże, co ja najlepszego wyprawiam” – pomyślałam.

Justin’s POV

- Wychodzisz ze mną czy nie? – warknąłem do blondynki spotkanej 5 minut wcześniej na parkiecie.
- No nie wiem, to zależy gdzie – szeptała.
- Co? O co ci chodzi laska? Zabieram cię do mnie do domu. Czegoś jeszcze nie rozumiesz? – wyraziłem się jasno, choć niedosłownie.
- Mhm – pokiwała głową – Możemy iść.
Wziąłem ją za rękę i pociągnąłem w stronę wyjścia. Nie wiedziałem czy spełni moje oczekiwania, była jakaś taka cicha i nieśmiała. No ale, co takiego robiła w klubie?


Wszedłem do domu może zbyt głośno, lecz opamiętałem się dopiero gdy zobaczyłem matkę śpiącą w salonie.
- Cii – szepnąłem do blondynki.
Gdy już znaleźliśmy się u mnie w pokoju na górze, spytałem.
- Jestem Justin, Justin Bieber. Pewnie słyszałaś już o mnie. A ty? Jak masz na imię?
- Clary – odparła.
Zaskoczyło mnie to, że nie powiedziała swojego nazwiska. Co za dziwna laska. Wzruszyłem jedynie ramionami i zdjąłem swoją koszulkę, rzucając ją na krzesło. Clary siedziała wciąż na brzegu mojego łóżka z przerażonym spojrzeniem. Laskom zazwyczaj podobał się ten widok, więc nie wiem co ją tak przestraszyło.
- Co? – warknąłem, może zbyt ostro.
- Nic takiego – odpowiedziała znów tym swoim cichym głosem. Zdjęła powolnymi ruchami swoją skórę i odłożyła torebkę na biurko.
            Gdy znów usiadła na łóżku i spojrzała na mnie trochę pewniej, podszedłem, nachyliłam się i pocałowałem ją. Na początku był to nieśmiały i szczerze mówiąc tragiczny pocałunek. Lecz chwilę później jej i moje wargi oddziaływały między sobą wręcz perfekcyjnie. Ręce, pocałunki, rozgrzane wargi i dłonie, które przechodziły z jednej części ciała na drugą. Ściągnąłem z Clary koszulkę z nadrukiem Rolling Stonsów i zacząłem całować jej dekolt oraz piersi. Podobało jej się to, widziałem jak się uśmiecha i czułem przyśpieszone bicie serca. Gdy złapałem za zapięcie od stanika, dziewczyna gwałtownie się wyrwała.
- Poczekaj… - szepnęła.
- Co? – pisnąłem wręcz. Ona sobie chyba żartuje. Laska ma zabójcze ciało, zdążyła mnie już podniecić i prosi, abym poczekał?
- Nie jestem jeszcze g-gotowała – wydukała przez zęby.
- Powtórz bo się przesłyszałem chyba. Zabieram cię do siebie do domu, oferuję ci seks, a ty mówisz, że nie jesteś gotowa? Ludzie, no nie wierzę – wstałem z łóżka i zacząłem się ubierać. Laska o imieniu Clary milczała. Szczerze powiedziawszy, nie obchodziło mnie to. Buzię miała naprawdę śliczną, ale dzisiaj jak i wczoraj, i zawsze, nie liczyło to się dla mnie. Pragnąłem seksu. Zepsuła mi jedynie humor, a teraz tylko milczy.
- Przepraszam – odezwała się cicho – gdybyś tylko…
- Wiesz co? – nie dałem jej skończyć – Oszczędzę cię, doceń to i po prostu idź do domu dziewczynko. Zmarnowałaś już dostateczną ilość mojego czasu.
Kiwnęła zwyczajnie głową, zabrała swoje rzeczy i wyszła bez słowa.
Pierwszy raz spotkałem się z taką sytuacją. Laski zawsze pragnęły się ze mną przespać, porozmawiać chociażby. Nie dbam o to, czy jestem próżny jak twierdzi mój brat Drew, tak już było, jest i będzie.
            Spojrzałem na zegarek, 3 w nocy. Mama za godzinę wstaję do pracy, nie chciałem psuć jej snu, więc postanowiłem od razu pójść spać. Jednak nie zasnąłem szybko. Mój umysł intensywnie pracował, a moją głowę zakrzątały myśli o Clary. Ah, jakaż to tajemnicza dziewczyna była. Ciekawe czy bezpiecznie dotarła do domu.

Derek’s POV

- Dlaczego ja mam wynosić śmieci? – jęknąłem bezradnie.
- Ponieważ ja wynosiłem wczoraj i robię teraz śniadanie, masz kilka kroków do śmietnika Derek! Nie przesadzaj! – warknął pan milusiński czyli nikt inny, jak Drew.
            Była godzina 8 rano, a mój organizm jeszcze spał. Niestety tylko ja i Drew wstawaliśmy rano do szkoły, nie licząc mamy, która była w pracy już od 5 nad ranem. Jason rzucił szkołę  w tamtym roku, a Justin ją ukończył. Teoretycznie to nie zdał egzaminu, ale zdał ze wszystkich przedmiotów wymaganych, więc ma spokój. Posłusznie wyjąłem zielony worek ze śmieciami i ruszyłem w stronę wyjścia. Schodząc po trzech schodkach na chodnik, potknąłem się o coś i omal nie poznałem jak smakuje ziemia. Usłyszałem czyjeś ziewanie. Rany boskie! Tuż pod oknem, oparta o szarawą ścianę naszego domu, leżała blond włosa dziewczyna. Powoli otwierała oczy.
- O mój boże! – natychmiast wstała na mój widok – Ja… Ja przepraszam – spojrzała na mnie swoimi błękitnymi jak ocean tęczówkami. Miała trochę rozmazany makijaż i roztrzepane, aksamitne włosy, które swobodnie opadały na jej ramiona. Momentalnie, zrobiło mi się jej szkoda, spędziła tutaj całą noc. Chwila. Derek Bieber i współczucie, ktoś chyba w tym maczał palcem. Z zamyślenia wyrwał mnie spokojny głos nieznajomej blondynki.
- To ja już pójdę – powiedziała półgłosem, ni to do mnie, ni do siebie.
Trzeba działać, przecież musiałem odziedziczyć jakieś zdolności po moim starszym bracie Justinie.
- Zaczekaj! – zawołałem za nią – Nie potrzebujesz niczego? Co się stało? Spałaś pod naszymi drzwiami? – spytałem i w tej samej chwili pomyślałem, że zabrzmiało to niemiło i dość prostacko – Oczywiście nie zrozum mnie źle, jestem po prostu ciekawy.
- Masz na imię Justin? – zmarszczyła brwi.
Chwila dziewczyno, o co ci chodzi?
- Nie – pokiwałem przecząco głową – Justin to mój starszy brat. Jestem Derek.
Jej kąciki ust automatycznie opadły w dół, tworząc minę niezadowolenia.
- Miło było Deray, pozdrów swojego brata – machnęła ręką, wychodząc przez furtkę.
„Jestem Derek” –mruknąłem pod nosem.
Wtedy dotarło do mni3, że to jedna z lasek Justina. Tylko dlaczego spędziła noc na zimnej ziemi, zamiast w jego łóżku? Nie pałała do mnie uprzejmością, jednakże wydała mi się interesująca.
„Stary, ogarnij się” – potrząsnąłem głową, nie wierząc w to, o czym myślę i wróciłem do domu.
W progu stanął Drew.
- Nie wierzę! I twierdzisz, że ze mną jest coś nie tak? Proszę cię abyś wyniósł śmieci do kosza, znajdującego się przed domem, a ty znikasz na dziesięć minut i wracasz z workiem w ręku. To ci dopiero! – wybuchnął śmiechem, a ja dopiero zdałem sobie sprawę ze swojej głupoty.
Jason’s POV
            Powoli wybudzałem się ze wspaniałego snu, o czymkolwiek był, na pewno był wspanialszy niż fakt, że jakiś kutas budzi mnie o 9 rano. Otworzyłem oczy i sięgnąłem po telefon, leżący na stoliku obok łóżka.
- Czego? – warknąłem do słuchawki.
- Widzę, że Bieber jeszcze smacznie śpi. Nie długo twój sen nie będzie tak spokojny i cudowny jak teraz. Za dwie godziny w fabryce, Bieber. I ani minuty spóźnienia. Sprawy przybrały niewłaściwy obieg – rozłączył się.

„Zapowiada się ciekawe południe” – pomyślałem ze złością, zaciskając uścisk na komórce.
__________________________________________________________

Halo witam. Jeśli już to czytasz, to jestem ci strasznie wdzięczna za odwiedzenie mojego bloga!
Jest to moje pierwsze fan fiction i może wydawać się całkiem oklepane. Jednakże, to dopiero pierwszy rozdział. "I'm just getting started". Powoli będzie nam przybywać nowych wątków i rozwinięć akcji. 
Jeśli spodobał ci się ten rozdział, napisz to w komentarzu. Naprawdę chcę wiedzieć co sądzicie o tym opowiadaniu, chcę poznać wasze zdanie :) Zapraszam do odwiedzenia pozostałych zakładek: bohaterowie, zwiastun (który pojawi się niedługo) i informowani.
twitter

5 komentarzy:

  1. na razie pierwszy rozdział, więc nie oceniam dogłębnie. wyłapałam kilka literówek i błędów językowych. mam nadzieję nie zaplątasz się, bo branie na sb 4 bohaterów wydaje się trudne. + polecam wyłączyć weryfikację obrazkową.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hm..fajnie się zapowiada.
    Mój twitter @Gosiaczek1998

    OdpowiedzUsuń
  3. Coś mi się wydaje, że to ff będzie hitem. Cóż przynajmniej mam taką nadzieję, bo nie widziałam jeszcze takiego opowiadania gdzie jest tyle głównych bohaterów. Mam nadzieję że się w tym nie pogubisz. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Podoba mi się, pierwszy raz spotkałam się z ff gdzie jest tak dużo bohaterów. Ale wydaje mi się że to w tym opowiadaniu mnie intryguje, mam tylko nadzieje że się nie pogubisz bo naprawdę świetny pomysł masz :) // @biebzuhl

    OdpowiedzUsuń
  5. Czekam na nowy;) @SwaggBiebsss

    OdpowiedzUsuń