CHAPTER
THREE
Justin’s POV
Patrzyłem groźnie to na Dereka, to
na Clary.
- Czy któreś z was ma zamiar
odpowiedzieć na moje pytanie? – podniosłem jedną brew ku górze.
- Justin, bracie – zaczął spokojnie
Derek. – O co ta złość? – wzruszył ramionami. Jakby nie wiedział!
- Lepiej mnie nie denerwuj! –
wypaliłem. Clary natomiast stała cicho obok mojego brata ze spojrzeniem
wlepionym w podłogę.
- A ty, Clary? Nie masz mi nic do
powiedzenia? – spytałem podle, ona zaś podniosła swój przerażony wzrok na mnie
i wciąż milczała.
- Stary, nie rozumiem, o co ci
chodzi! Przyprowadzasz do domu co dzień inną laskę! Co ci zależy, że raz
spotkałem się z jedną z nich? – krzyknął wpieniony Derek. Niech mi ciśnienia
nie podnosi… dlatego, że nie wiem co takiego mu odpowiedzieć. Przecież nie
powiem w obecności tej panny, że mnie zaintrygowała i chciałem ją bliżej
poznać.
- Powiem ci stary o co chodzi –
wycedziłem przez zęby po chwili. Przytrzymałem Dereka za koszulkę, grożąc mu. –
Ostatni raz widzę cię z nią! – pokazałem ręką na Clary, po czym opuściłem
kuchnię, wychodząc z domu.
Drew’s POV
Podążałem
za Derekiem, który najwidoczniej miał więcej odwagi niż ja. Pewnym krokiem
zmierzał w stronę gabinetu dyrektora. Czułem się naprawdę źle. Ogarnęło mnie
poczucie winy. Gdyby nie ja, nie mielibyśmy teraz problemów. Nie potrzebnie
wdałem się w tę bójkę, jednakże nie wytrzymałem. Na ogół ja i Derek staramy się
być spokojni w szkole, aby nie przysporzyć naszej rodzinie żadnych nowych
kłopotów. To co Justin i Jason wyprawiali podczas swoich szkolnych lat,
definitywnie wystarczy. Derek zazwyczaj usuwał się na bok, z dala od życia
szkoły. Ja sporadycznie udzielałem się i robiłem swoje. Nienawidziłam osób
nazywających mnie „kujonem” albo „lamusem”. Choć co mogłem im zrobić? Głupie i
dziecinne wyzwiska, więc odpuszczałem. Jednak, gdy ktoś obraża moją rodzinę,
sprawa wygląda dla mnie kompletnie inaczej.
Weszliśmy
do gabinetu dyrektora.
- Siadajcie chłopcy. Zastanawiałem
się, czy przyjdziecie – powiedział dyrektor, wskazując na dwa krzesła tuż przed
jego stanowiskiem.
- A gdzie ten laluś, co zaczął? –
spytał dość grzecznie Derek.
- Słucham? – odpowiedział pytaniem
na pytanie dyrektor, mrużąc oczy.
- Nie mam pojęcia jak koleś się
nazywa, ale to on naskoczył na mojego brata, nie Drew na niego – kiwnął głową
na mnie.
- Tak? – Dyrektor zapytał, robiąc
przy tym idiotyczną minę. Westchnąłem. – Z tego co mi wiadomo, to pan Bieber
zaczął, a drugi Pan Bieber później skończył.
- Nie – odparłem sucho. Czas coś
tutaj powiedzieć od siebie. – Było kompletnie inaczej.
Postanowiłem
bronić honoru swojego i mojego brata. Wspólnie wytłumaczyliśmy dyrektorowi, jak
naprawdę było, pomijając kilka faktów. Chwilę pomarudził, że znał kompletnie
inną wersję tego wydarzenia, ale w końcu powiedział, że możemy wracać na
lekcje. Była to moja pierwsze wizyta u dyrektora i szczerze, poszła całkiem w
porządku. Kiedy to wychodziliśmy, miałem nadzieję, że Derek podziękuje mi za
obronienie nas przed dyrem. Jednakże moje nadzieje rozwiał wiatr.
- Słuchaj mnie! – wrzasnął. – Nie
mam zamiaru ani razu więcej ratować twojego tyłka. Nie wiem… Jak dla mnie
możesz nauczyć się bić, jeśli jest to twoja nowa ambicja, a jeśli nie to zajmij
się nauką – odwrócił się na pięcie.
- A ty gdzie? - fuknąłem, lekcje przecież wciąż trwały.
- Mam dość szkoły na dziś –
odpowiedział pod nosem, jednak zdołałem to usłyszeć.
Wzruszyłem jedynie ramionami i
skierowałem się w stronę pracowni chemicznej. Postanowiłem posłusznie wrócić na
lekcje, aby nie narobić sobie nowych kłopotów. Poza tym, pozostała mi tylko
jedna godzina lekcyjna.
Derek’s POV
Wyszedłem
ze szkoły okropnie wpieniony. Ludzie twierdzili, że zawsze upodabniam się do
Jasona. Nie mieli racji. Zawsze byłem sobą i takie sytuacje sprawiały, że
gotowałem się w środku. Nałożyłem kaptur na głowę i zamierzałem wrócić do domu
piechotą, aby zebrać myśli.
- Hej – usłyszałem nagle za sobą. –
poczekaj!
Obróciłem się, a znajom blondynka
stała już tuż przy mnie.
- Hej – powtórzyła – Derek, prawda?
- Wow, zapamiętałaś.
- Jak mogłabym nie zapamiętać? –
zajrzała mi w oczy. Dziewczyno, jeszcze dziś rano nazwałaś mnie Deray. –
Widziałam cię dzisiaj w stołówce szkolnej. Podziwiam to, co zrobiłeś –
powiedziała jak gdyby nigdy nic, dotrzymując mi kroku.
- Niby dlaczego? – spytałem obojętnie.
- Uważam, że to było szarmanckie.
Choć w prawdzie, broniłeś swojego brata, ale sądzę, że dziewczynę też byś
obronił – uśmiechnęła się.
- Możliwe.
Szliśmy tak przez długi czas w
ciszy, nie mówiąc nic. Zaczęło się robić niezręcznie.
- Słuchaj. Przepraszam cię, ale
musze zapytać. Co robiłaś dzisiaj rano pod naszym domem? – zatrzymałem się na
moment.
- Nic takiego – wzruszyła ramionami.
- Wiesz, mogę być czasem oschłym
dupkiem, ale zastanawia mnie tylko, czy Justin cię skrzywdził? – nie miałem
pojęcia skąd wzięło się to we mnie. Z jednej strony byłem piekielnie ciekawy, a
z drugiej martwiłem się o tę laskę. Nie
żebym nagle odkrył w sobie troskę, niczym Matka Teresa z Kalkuty. Po prostu
chciałem się upewnić, że wszystko było w porządku, ponieważ mojemu bratu czasem
odbija.
- Nie, nie, nie – potrząsnęła głową.
– Nic z tych rzeczy.
- Więc o co chodziło?
- Naprawdę musisz wiedzieć? –
jęknęła, a ja pokiwałem głową. – Chyba wiesz czym zajmuje się twój brat? –
wiedziałem. - Miałam z nim moment – przystanęła. –ale zakończyłam to
wystarczająco wcześnie. Nic się między nami nie wydarzyło. Jednak twój brat nie
przyjmuje żadnej odmowy.
- Wyrzucił cię z domu? – nie mogłem
uwierzyć.
- Można tak powiedzieć, ale nie
mówmy o tym – spuściła głowę na dół.
- W porządku. Dlaczego zatem nie
jesteś na lekcjach? – chciałem podjąć jakiś temat, a szkoła była najlepszym
wyjściem.
- Muszę jechać do szpitala odebrać
coś dla mojej sąsiadki – odpowiedziała dość obojętnie, wzruszając ramionami. –
A ty?
- Co ja?
- Czemu nie jesteś na lekcjach? –
zaśmiała się pewnie z mojego nierozgarnięcia. Cóż mogę powiedzieć? Tak działało
na mnie towarzystwo dziewczyn.
- Eee – chciałem wymyślić coś
odpowiedniego. Clary wyglądała na porządną dziewczynę. Co jeśli odstraszali ją
chłopcy nie mający żadnych celów w swoim życiu i opuszczający szkołę? Choć sama
przecież była w klubie. Może powiem jej, że jadę odebrać coś dla mojej cioci?
To byłoby żałosne.
- Halo – pomachała mi ręką przed
twarzą. – Ziemia do Dereka!
- Ah tak. Wiesz, to nie jest tak, że
ja nie chodzę do szkoły, ale po prostu… miałem na dzisiaj dość tego miejsca.
- Rozumiem – przytaknęła.
- Rozumiesz? Niby jak? – zaśmiałem
się. – Nie należysz do tych uczennic z super średnią, uczęszczających na
wszystkie dodatkowe zajęcia.
- Należę, ale to nie oznacza, że
jestem fanką przebywania w szkole – sprzedała mi kuksańca w bok, a ja udawałem,
że zwijam się z bólu.
- No nie wierzę! Nie dość, że już
dzisiaj miałem jedną bójkę, to jeszcze dziewczyna mnie wykańcza – wydałem z
siebie mały okrzyk, po czym zrobiłem minę biednego zwierzęcia.
- Oh daj spokój Derek! Przecież nie
dostałeś ani razu tam w stołówce!
- Chyba jesteś słabym widzem.
Dostałem – na jej twarzy malowało się zdziwienie, a usta ukształtowały się w
okrągłą literkę ‘o’. – Spokojnie! Tylko raz!
- No ja myślę – zaśmiała się. Po
chwili zdałem sobie sprawę, że znajdujemy się na ulicy oddalonej o 3 przecznice
od mojego domu, a około 5 od szkoły. Trochę sporo przeszliśmy, nawet tego nie
zauważając. Najśmieszniejsze w tym wszystkim było to, że przystanek autobusowy
minęliśmy przy wyjściu od szkoły. Zaśmiałem się w duchu. Czyżby moje
towarzystwo spodobało się Clary? Szczerze powiedziawszy, było to dla mnie
kompletnie nowe doświadczenie. Zawsze obserwowałem dziewczyny, które umawiały
się z Justinem i oceniałem je czasem z wyglądu. Ale sam nigdy nie umawiałem się
z nikim.
„Chwila Derek, przecież ty się z nią
nawet nie umawiasz, jedynie rozmawiacie” – otrząsnąłem się.
- O czym tak rozmyślasz? – spytała
nagle Clary.
- O tym, że przystanek autobusowy
mineliśmy jakieś 10 minut temu – odparłem.
- Nie szkodzi, pojadę tramwajem. Za
3 przecznice jest pętla i stamtąd też dotrę do szpitala – uśmiechnęła się
jedynie.
3 przecznice. 3 przecznice. Za 3
przecznice miniemy mój dom, ponieważ znajduje się tuż przy pętli tramwajowej.
Świetnie!
Gdy
znaleźliśmy się tuż obok furtki, prowadzącej do mojego domku, poinformowałem
Clary, że na mnie już czas.
- Oh – zrobiła minę zranionego
szczeniaczka. – Dlaczego już? Tak szybko? No dobra, trudno – gdy dziewczyna
kontynuowała swój pożegnalny monolog, pomyślałem tak, czy aby nie zaprosić jej
do środka. Jason pewnie gdzieś wyszedł, a Justin nas nie zauważy. A nawet
jeśli, to nie będzie pamiętał Clary, gdyż jedyne o czym myśli po poznaniu
dziewczyny to seks, którego w tym przypadku nie było. W każdym bądź razie,
zaprosiłbym Clary do nas na obiad, zrobilibyśmy razem naleśniki, a mama i Drew
na pewno by się ucieszyli.
- Koniecznie musisz jechać do tego
szpitala? Może weszłabyś na trochę, na
obiad? – podrapałem się w głowę ze zdenerwowania. Nigdy wcześniej nie
zapraszałem dziewczyny do swojego domu.
- W sumie – zastanowiła się – mogę
wejść.
Bawiliśmy
się naprawdę świetnie, ponieważ Clary ma niesamowitą osobowość. Nigdy wcześniej
nie spotkałem tak zaskakującej dziewczyny. Była pełna energii, wciąż się
uśmiechała i śmiała. A w dodatku potrafiła przyrządzić naleśniki, w czym ja nie
byłem mistrzem. Clary stała przy kuchence i obracała nasze naleśniki na
patelni, podczas gdy ja nakrywałem do stołu. W tym samym czasie usłyszeliśmy
trzaśniecie drzwi, a w progu pojawił się Justin.
- Co ty do cholery tutaj robisz? –
zwrócił się w stronę Clary.
Jason’s POV
Siedziałem
na drewnianej ławce, okropnie się denerwując. Walczyłem już wiele razy podczas
akcji z chłopakami. Kiedy to załatwialiśmy jakiś ludzi, bądź wymuszaliśmy na
nich natychmiastowe oddanie pieniędzy. Wtedy wydawało to się cholernie proste.
Jeden cios, drugi i koleś leży. Ale walki MMA? To kompletna nowość dla mnie.
Sam nie wiem czemu zgłosiłem się do tego klubu. Gdy zauważyłem to ogłoszenie
wczoraj, postanowiłem uczynić coś nowego i przyjść tutaj. O dziwo,
zaproponowali mi początkową lekcje od razu. Chciałem oderwać się od ciągłego
palenia trawki i problemów związanych z pieniędzmi. Chciałem mieć jakieś
zajęcie. Chciałem wyładować wszystkie emocje, które w sobie tłumiłem.
- Ty jesteś Jason Bieber? –
poderwałem się z miejsca i spotkałem spojrzenie brunetki o anielskim uśmiechu.
- T-tak. To ja – odpowiedziałem jak
najszybciej.
- No więc, tak naprawdę mamy teraz
pełno zgłoszeń i chętnych, nie wiem w ogóle dlaczego cię przyjęli – mówiła z
obojętnością. - Szef poprosił mnie o zajęcie się tobą podczas pierwszej lekcji
– zatrzepotała rzęsami.
- Ty? – pisnąłem zdziwiony. Zdawałem
sobie sprawę, że to nie jest żadna szkoła mieszanych sztuk walki. Wszystko co
się tutaj odbywa jest tak naprawdę nielegalne. Należy siedzieć cicho, korzystać
z nauki, ile się da i brać udział w obowiązkowych pojedynkach. Taki jest układ,
ale nie wspomniano w nim, że lekcje może prowadzić dziewczyna, w dodatku niższa
ode mnie o głowę i arogancka na swój sposób!
- Pewnie – zaśmiała się. – Dawaj
koniku polny, idziemy!
- Dlaczego dziewczyna ma prowadzić
moje lekcje?– wciąż nie ruszałem się z miejsca.
- A kto powiedział, że będę
prowadziła twoje lekcje? – spojrzała na mnie krzywo. – Mam się tobą jedynie
zająć, ponieważ nasi wszyscy instruktorzy mają w tej chwili innych uczniów –
gdy wciąż stałem z założonymi rękoma, dodała. – Spokojnie, nie mówię, że
będziemy uprawiać seks. Opowiem ci trochę o naszym klubie. Uwierz, moje
towarzystwo jest znośne.
- Dobrze – pokiwałem głową i
ruszyłem za dziewczyną.
Zaprowadziła
mnie do małego pokoju z szybą na salę treningową i workiem do boksu. Szczerze
powiedziawszy nie było tutaj nic, oprócz tej ogromnej szyby, która przykuła
moją uwagę, a raczej to, co rozgrywało się tuż za nią.
- Ten czarny nazywa się Simon. Jest
u nas najlepszy – kiwnęła głową na chłopaka staczającego bitwę na ringu.
- Ten blondyn obok niego to Jace,
równie dobry.
Przyglądaliśmy się im przez dłuższą
chwilę, głownie dlatego, że ich walka bardzo mnie zafascynowała. Czułem się jak
mały chłopczyk, któremu dano nową zabawkę.
- A ty – zwróciła się do mnie. –
Walczyłeś już kiedyś?
- Można by tak powiedzieć –
stwierdziłem rzeczowo.
- Świetnie – obróciła się na pięcie
i wyszła na salę treningową. Obserwowałem jak woła znanego mi już Simona i
zagaduje do niego. Stwierdziłem, że jest naprawdę śliczna. Zabójcza figura i
karnacja trochę ciemniejsza od mojej. W dodatku długie, czarne falowane i
lśniące włosy, które opadały zwiewnie na jej plecy. Ciekawe jak miała na imię.
Nagle
pokazała na mnie ręką i wykonała gest ręką, wołając mnie.
- Simon, to jest Jason. Simon pokaże
ci początkowe chwyty czy cokolwiek. Przepraszam, ale nie znam się na tym
sporcie najlepiej – uśmiechnęła się. – Miłej zabawy chłopcy! – rzuciła na
pożegnanie i odeszła.
- To co? Bierzemy się do pracy.
Ku
mojemu zaskoczeniu, Simon okazał się bardzo uprzejmą osobą. Tłumaczył co i jak
w nadzwyczaj zabawny sposób. Walczyłem wcześniej wiele razy, tak jak
wspominałem, ale ciekawie było dowiedzieć się wszystkiego od podstaw. Dzisiaj
nauczyłem się jak wymierzyć prawidłowe kopnięcie w kość udową i jednego chwytu
prostego. W sumie nic wielkiego, ale pod koniec treningu Simon pozwolił mi
powalczyć z nim kilka rund i obiecał, że da mi fory. Równy gość.
Przez
ten cały czas byliśmy natarczywie obserwowani przez wcześniejszego przeciwnika
Simona, co momentami robiło się irytujące. Czasem w drzwiach wejściowych
pojawiała się moja „wcześniejsza nauczycielka”. Po skończonym treningu udałem
się do szatni.
- Hej Jason! – dogoniła mnie, gdy
już miałem zamiar wychodzić. – Musisz uzupełnić mi pewne papiery.
- W porządku.
Typowe popierzyska. Imię i nazwisko,
data i miejsce urodzenia, i tak dalej. Nuda! Postanowiłem zaryzykować i gdy
„moja nauczycielka” obróciła się, zapisałem małym druczkiem mój numer telefonu
w rogu kartki.
- Skończyłeś? – spytała.
- Tak – oddałem jej wypełniony
arkusz. – Jak ci na imię? – odważyłem się.
- Summer. Summer Lawrence –
uśmiechnęła się.
- Może spotkalibyśmy się kiedyś? –
uniosłem sugestywnie brew.
- Nie wiem czy byłabym
zainteresowana, ale zadzwonię w razie czego.
- Zadzwonisz? – zdziwiłem się.
- Zdaje mi się, że zapisałeś mi swój
numer na arkuszu, co było niemądrym posunięciem, ponieważ jest to dokument. Nie
nauczyli cię w szkole, że po dokumentach się nie pisze? Muszę go teraz zapisać
w telefonie, a później zamazać. Kupa roboty– zaśmiała się. – Miło było cię
poznać Jasonie Bieber.
- Mnie również Summer Lawrence –
posłałem jej jeden z moich najwspanialszych uśmiechów i opuściłem budynek
klubu.
Drew’s
POV
- A co ty taki przygnębiony jesteś
braciszku? – usiadłem obok Dereka na sofie w salonie. Była sobota w południe.
- Nie pytaj – mruknął pod nosem,
przeskakując kolejny kanał w telewizji.
- Przecież nie będziemy mieć
problemów w szkole przez wczorajsze zajście, wyluzuj.
- Naprawdę sądzisz, że przejmuje się
jakąś idiotyczną bójką z twojego powodu? Szczerze powiedziawszy, wali mnie to –
wykrzyczał, rzucając pilotem.
- Ktoś tutaj chyba ma napięcie
przedmiesiączkowe – zaśmiałem się. – No nic nie wskóram swoimi dobrymi
chęciami. Złość się sam Panie Samotny, ja jadę do szpitala Parker-Riley’a, bo w
przeciwieństwie do ciebie, obchodzi mnie los innych.
Nie odpowiedział nic.
____________________________________________________________
Witam!
Mam nadzieję, że spodobał wam się rozdział, ponieważ naprawdę się starałam.
Akcja zaczyna się coraz bardziej rozwijać, choć wiem, że momentami wciąż jest nudno. Ale chcę poznać wasze odczucia. Nudzi was fabuła? Dodać więcej akcji, niepewności i dramy? To znaczy, na pewno dodam, ale z czasem, więc cierpliwości. Mam też nadzieję, że nie gubicie się w tych perspektywach różnych postaci. Zdaję sobie sprawę, że to duża odpowiedzialność i tak dalej, ale spokojnie :)
Proszę was też o zostawianie po sobie śladu w postaci komentarza. To mnie naprawdę motywuje, ponieważ gdy widzę marne dwa komentarzyki, to odechciewa mi się czasem tworzyć dalej.
Zaglądajcie do zakładki informowani i rozdziały , w której będą pojawiać się daty premier kolejnych.
NIE ZAPOMNIJ O KOMENTARZU. DZIĘKUJE