czwartek, 21 listopada 2013

CHAPTER THREE

CHAPTER THREE
Justin’s POV
Patrzyłem groźnie to na Dereka, to na Clary.
- Czy któreś z was ma zamiar odpowiedzieć na moje pytanie? – podniosłem jedną brew ku górze.
- Justin, bracie – zaczął spokojnie Derek. – O co ta złość? – wzruszył ramionami. Jakby nie wiedział!
- Lepiej mnie nie denerwuj! – wypaliłem. Clary natomiast stała cicho obok mojego brata ze spojrzeniem wlepionym w podłogę.
- A ty, Clary? Nie masz mi nic do powiedzenia? – spytałem podle, ona zaś podniosła swój przerażony wzrok na mnie i wciąż milczała.
- Stary, nie rozumiem, o co ci chodzi! Przyprowadzasz do domu co dzień inną laskę! Co ci zależy, że raz spotkałem się z jedną z nich? – krzyknął wpieniony Derek. Niech mi ciśnienia nie podnosi… dlatego, że nie wiem co takiego mu odpowiedzieć. Przecież nie powiem w obecności tej panny, że mnie zaintrygowała i chciałem ją bliżej poznać.
- Powiem ci stary o co chodzi – wycedziłem przez zęby po chwili. Przytrzymałem Dereka za koszulkę, grożąc mu. – Ostatni raz widzę cię z nią! – pokazałem ręką na Clary, po czym opuściłem kuchnię, wychodząc z domu.
Drew’s POV
            Podążałem za Derekiem, który najwidoczniej miał więcej odwagi niż ja. Pewnym krokiem zmierzał w stronę gabinetu dyrektora. Czułem się naprawdę źle. Ogarnęło mnie poczucie winy. Gdyby nie ja, nie mielibyśmy teraz problemów. Nie potrzebnie wdałem się w tę bójkę, jednakże nie wytrzymałem. Na ogół ja i Derek staramy się być spokojni w szkole, aby nie przysporzyć naszej rodzinie żadnych nowych kłopotów. To co Justin i Jason wyprawiali podczas swoich szkolnych lat, definitywnie wystarczy. Derek zazwyczaj usuwał się na bok, z dala od życia szkoły. Ja sporadycznie udzielałem się i robiłem swoje. Nienawidziłam osób nazywających mnie „kujonem” albo „lamusem”. Choć co mogłem im zrobić? Głupie i dziecinne wyzwiska, więc odpuszczałem. Jednak, gdy ktoś obraża moją rodzinę, sprawa wygląda dla mnie kompletnie inaczej.
            Weszliśmy do gabinetu dyrektora.
- Siadajcie chłopcy. Zastanawiałem się, czy przyjdziecie – powiedział dyrektor, wskazując na dwa krzesła tuż przed jego stanowiskiem.
- A gdzie ten laluś, co zaczął? – spytał dość grzecznie Derek.
- Słucham? – odpowiedział pytaniem na pytanie dyrektor, mrużąc oczy.
- Nie mam pojęcia jak koleś się nazywa, ale to on naskoczył na mojego brata, nie Drew na niego – kiwnął głową na mnie.
- Tak? – Dyrektor zapytał, robiąc przy tym idiotyczną minę. Westchnąłem. – Z tego co mi wiadomo, to pan Bieber zaczął, a drugi Pan Bieber później skończył.
- Nie – odparłem sucho. Czas coś tutaj powiedzieć od siebie. – Było kompletnie inaczej.
            Postanowiłem bronić honoru swojego i mojego brata. Wspólnie wytłumaczyliśmy dyrektorowi, jak naprawdę było, pomijając kilka faktów. Chwilę pomarudził, że znał kompletnie inną wersję tego wydarzenia, ale w końcu powiedział, że możemy wracać na lekcje. Była to moja pierwsze wizyta u dyrektora i szczerze, poszła całkiem w porządku. Kiedy to wychodziliśmy, miałem nadzieję, że Derek podziękuje mi za obronienie nas przed dyrem. Jednakże moje nadzieje rozwiał wiatr.
- Słuchaj mnie! – wrzasnął. – Nie mam zamiaru ani razu więcej ratować twojego tyłka. Nie wiem… Jak dla mnie możesz nauczyć się bić, jeśli jest to twoja nowa ambicja, a jeśli nie to zajmij się nauką – odwrócił się na pięcie.
- A ty gdzie? -  fuknąłem, lekcje przecież wciąż trwały.
- Mam dość szkoły na dziś – odpowiedział pod nosem, jednak zdołałem to usłyszeć.
Wzruszyłem jedynie ramionami i skierowałem się w stronę pracowni chemicznej. Postanowiłem posłusznie wrócić na lekcje, aby nie narobić sobie nowych kłopotów. Poza tym, pozostała mi tylko jedna godzina lekcyjna.
Derek’s POV
            Wyszedłem ze szkoły okropnie wpieniony. Ludzie twierdzili, że zawsze upodabniam się do Jasona. Nie mieli racji. Zawsze byłem sobą i takie sytuacje sprawiały, że gotowałem się w środku. Nałożyłem kaptur na głowę i zamierzałem wrócić do domu piechotą, aby zebrać myśli.
- Hej – usłyszałem nagle za sobą. – poczekaj!
Obróciłem się, a znajom blondynka stała już tuż przy mnie.
- Hej – powtórzyła – Derek, prawda?
- Wow, zapamiętałaś.
- Jak mogłabym nie zapamiętać? – zajrzała mi w oczy. Dziewczyno, jeszcze dziś rano nazwałaś mnie Deray. – Widziałam cię dzisiaj w stołówce szkolnej. Podziwiam to, co zrobiłeś – powiedziała jak gdyby nigdy nic, dotrzymując mi kroku.
- Niby dlaczego? – spytałem obojętnie.
- Uważam, że to było szarmanckie. Choć w prawdzie, broniłeś swojego brata, ale sądzę, że dziewczynę też byś obronił – uśmiechnęła się.
- Możliwe.
Szliśmy tak przez długi czas w ciszy, nie mówiąc nic. Zaczęło się robić niezręcznie.
- Słuchaj. Przepraszam cię, ale musze zapytać. Co robiłaś dzisiaj rano pod naszym domem? – zatrzymałem się na moment.
- Nic takiego – wzruszyła ramionami.
- Wiesz, mogę być czasem oschłym dupkiem, ale zastanawia mnie tylko, czy Justin cię skrzywdził? – nie miałem pojęcia skąd wzięło się to we mnie. Z jednej strony byłem piekielnie ciekawy, a z drugiej  martwiłem się o tę laskę. Nie żebym nagle odkrył w sobie troskę, niczym Matka Teresa z Kalkuty. Po prostu chciałem się upewnić, że wszystko było w porządku, ponieważ mojemu bratu czasem odbija.
- Nie, nie, nie – potrząsnęła głową. – Nic z tych rzeczy.
- Więc o co chodziło?
- Naprawdę musisz wiedzieć? – jęknęła, a ja pokiwałem głową. – Chyba wiesz czym zajmuje się twój brat? – wiedziałem. - Miałam z nim moment – przystanęła. –ale zakończyłam to wystarczająco wcześnie. Nic się między nami nie wydarzyło. Jednak twój brat nie przyjmuje żadnej odmowy.
- Wyrzucił cię z domu? – nie mogłem uwierzyć.
- Można tak powiedzieć, ale nie mówmy o tym – spuściła głowę na dół.
- W porządku. Dlaczego zatem nie jesteś na lekcjach? – chciałem podjąć jakiś temat, a szkoła była najlepszym wyjściem.
- Muszę jechać do szpitala odebrać coś dla mojej sąsiadki – odpowiedziała dość obojętnie, wzruszając ramionami. – A ty?
- Co ja?
- Czemu nie jesteś na lekcjach? – zaśmiała się pewnie z mojego nierozgarnięcia. Cóż mogę powiedzieć? Tak działało na mnie towarzystwo dziewczyn.
- Eee – chciałem wymyślić coś odpowiedniego. Clary wyglądała na porządną dziewczynę. Co jeśli odstraszali ją chłopcy nie mający żadnych celów w swoim życiu i opuszczający szkołę? Choć sama przecież była w klubie. Może powiem jej, że jadę odebrać coś dla mojej cioci? To byłoby żałosne.
- Halo – pomachała mi ręką przed twarzą. – Ziemia do Dereka!
- Ah tak. Wiesz, to nie jest tak, że ja nie chodzę do szkoły, ale po prostu… miałem na dzisiaj dość tego miejsca.
- Rozumiem – przytaknęła.
- Rozumiesz? Niby jak? – zaśmiałem się. – Nie należysz do tych uczennic z super średnią, uczęszczających na wszystkie dodatkowe zajęcia.
- Należę, ale to nie oznacza, że jestem fanką przebywania w szkole – sprzedała mi kuksańca w bok, a ja udawałem, że zwijam się z bólu.
- No nie wierzę! Nie dość, że już dzisiaj miałem jedną bójkę, to jeszcze dziewczyna mnie wykańcza – wydałem z siebie mały okrzyk, po czym zrobiłem minę biednego zwierzęcia.
- Oh daj spokój Derek! Przecież nie dostałeś ani razu tam w stołówce!
- Chyba jesteś słabym widzem. Dostałem – na jej twarzy malowało się zdziwienie, a usta ukształtowały się w okrągłą literkę ‘o’. – Spokojnie! Tylko raz!
- No ja myślę – zaśmiała się. Po chwili zdałem sobie sprawę, że znajdujemy się na ulicy oddalonej o 3 przecznice od mojego domu, a około 5 od szkoły. Trochę sporo przeszliśmy, nawet tego nie zauważając. Najśmieszniejsze w tym wszystkim było to, że przystanek autobusowy minęliśmy przy wyjściu od szkoły. Zaśmiałem się w duchu. Czyżby moje towarzystwo spodobało się Clary? Szczerze powiedziawszy, było to dla mnie kompletnie nowe doświadczenie. Zawsze obserwowałem dziewczyny, które umawiały się z Justinem i oceniałem je czasem z wyglądu. Ale sam nigdy nie umawiałem się z nikim.
„Chwila Derek, przecież ty się z nią nawet nie umawiasz, jedynie rozmawiacie” – otrząsnąłem się.
- O czym tak rozmyślasz? – spytała nagle Clary.
- O tym, że przystanek autobusowy mineliśmy jakieś 10 minut temu – odparłem.
- Nie szkodzi, pojadę tramwajem. Za 3 przecznice jest pętla i stamtąd też dotrę do szpitala – uśmiechnęła się jedynie.
3 przecznice. 3 przecznice. Za 3 przecznice miniemy mój dom, ponieważ znajduje się tuż przy pętli tramwajowej. Świetnie!
            Gdy znaleźliśmy się tuż obok furtki, prowadzącej do mojego domku, poinformowałem Clary, że na mnie już czas.
- Oh – zrobiła minę zranionego szczeniaczka. – Dlaczego już? Tak szybko? No dobra, trudno – gdy dziewczyna kontynuowała swój pożegnalny monolog, pomyślałem tak, czy aby nie zaprosić jej do środka. Jason pewnie gdzieś wyszedł, a Justin nas nie zauważy. A nawet jeśli, to nie będzie pamiętał Clary, gdyż jedyne o czym myśli po poznaniu dziewczyny to seks, którego w tym przypadku nie było. W każdym bądź razie, zaprosiłbym Clary do nas na obiad, zrobilibyśmy razem naleśniki, a mama i Drew na pewno by się ucieszyli.
- Koniecznie musisz jechać do tego szpitala? Może weszłabyś na trochę,  na obiad? – podrapałem się w głowę ze zdenerwowania. Nigdy wcześniej nie zapraszałem dziewczyny do swojego domu.
- W sumie – zastanowiła się – mogę wejść.
            Bawiliśmy się naprawdę świetnie, ponieważ Clary ma niesamowitą osobowość. Nigdy wcześniej nie spotkałem tak zaskakującej dziewczyny. Była pełna energii, wciąż się uśmiechała i śmiała. A w dodatku potrafiła przyrządzić naleśniki, w czym ja nie byłem mistrzem. Clary stała przy kuchence i obracała nasze naleśniki na patelni, podczas gdy ja nakrywałem do stołu. W tym samym czasie usłyszeliśmy trzaśniecie drzwi, a w progu pojawił się Justin.
- Co ty do cholery tutaj robisz? – zwrócił się w stronę Clary.
Jason’s POV
            Siedziałem na drewnianej ławce, okropnie się denerwując. Walczyłem już wiele razy podczas akcji z chłopakami. Kiedy to załatwialiśmy jakiś ludzi, bądź wymuszaliśmy na nich natychmiastowe oddanie pieniędzy. Wtedy wydawało to się cholernie proste. Jeden cios, drugi i koleś leży. Ale walki MMA? To kompletna nowość dla mnie. Sam nie wiem czemu zgłosiłem się do tego klubu. Gdy zauważyłem to ogłoszenie wczoraj, postanowiłem uczynić coś nowego i przyjść tutaj. O dziwo, zaproponowali mi początkową lekcje od razu. Chciałem oderwać się od ciągłego palenia trawki i problemów związanych z pieniędzmi. Chciałem mieć jakieś zajęcie. Chciałem wyładować wszystkie emocje, które w sobie tłumiłem.
- Ty jesteś Jason Bieber? – poderwałem się z miejsca i spotkałem spojrzenie brunetki o anielskim uśmiechu.
- T-tak. To ja – odpowiedziałem jak najszybciej.
- No więc, tak naprawdę mamy teraz pełno zgłoszeń i chętnych, nie wiem w ogóle dlaczego cię przyjęli – mówiła z obojętnością. - Szef poprosił mnie o zajęcie się tobą podczas pierwszej lekcji – zatrzepotała rzęsami.
- Ty? – pisnąłem zdziwiony. Zdawałem sobie sprawę, że to nie jest żadna szkoła mieszanych sztuk walki. Wszystko co się tutaj odbywa jest tak naprawdę nielegalne. Należy siedzieć cicho, korzystać z nauki, ile się da i brać udział w obowiązkowych pojedynkach. Taki jest układ, ale nie wspomniano w nim, że lekcje może prowadzić dziewczyna, w dodatku niższa ode mnie o głowę i arogancka na swój sposób!
- Pewnie – zaśmiała się. – Dawaj koniku polny, idziemy!
- Dlaczego dziewczyna ma prowadzić moje lekcje?– wciąż nie ruszałem się z miejsca.
- A kto powiedział, że będę prowadziła twoje lekcje? – spojrzała na mnie krzywo. – Mam się tobą jedynie zająć, ponieważ nasi wszyscy instruktorzy mają w tej chwili innych uczniów – gdy wciąż stałem z założonymi rękoma, dodała. – Spokojnie, nie mówię, że będziemy uprawiać seks. Opowiem ci trochę o naszym klubie. Uwierz, moje towarzystwo jest znośne.
- Dobrze – pokiwałem głową i ruszyłem za dziewczyną.
            Zaprowadziła mnie do małego pokoju z szybą na salę treningową i workiem do boksu. Szczerze powiedziawszy nie było tutaj nic, oprócz tej ogromnej szyby, która przykuła moją uwagę, a raczej to, co rozgrywało się tuż za nią.
- Ten czarny nazywa się Simon. Jest u nas najlepszy – kiwnęła głową na chłopaka staczającego bitwę na ringu.
- Ten blondyn obok niego to Jace, równie dobry.
Przyglądaliśmy się im przez dłuższą chwilę, głownie dlatego, że ich walka bardzo mnie zafascynowała. Czułem się jak mały chłopczyk, któremu dano nową zabawkę.
- A ty – zwróciła się do mnie. – Walczyłeś już kiedyś?
- Można by tak powiedzieć – stwierdziłem rzeczowo.
- Świetnie – obróciła się na pięcie i wyszła na salę treningową. Obserwowałem jak woła znanego mi już Simona i zagaduje do niego. Stwierdziłem, że jest naprawdę śliczna. Zabójcza figura i karnacja trochę ciemniejsza od mojej. W dodatku długie, czarne falowane i lśniące włosy, które opadały zwiewnie na jej plecy. Ciekawe jak miała na imię.
            Nagle pokazała na mnie ręką i wykonała gest ręką, wołając mnie.
- Simon, to jest Jason. Simon pokaże ci początkowe chwyty czy cokolwiek. Przepraszam, ale nie znam się na tym sporcie najlepiej – uśmiechnęła się. – Miłej zabawy chłopcy! – rzuciła na pożegnanie i odeszła.
- To co? Bierzemy się do pracy.
            Ku mojemu zaskoczeniu, Simon okazał się bardzo uprzejmą osobą. Tłumaczył co i jak w nadzwyczaj zabawny sposób. Walczyłem wcześniej wiele razy, tak jak wspominałem, ale ciekawie było dowiedzieć się wszystkiego od podstaw. Dzisiaj nauczyłem się jak wymierzyć prawidłowe kopnięcie w kość udową i jednego chwytu prostego. W sumie nic wielkiego, ale pod koniec treningu Simon pozwolił mi powalczyć z nim kilka rund i obiecał, że da mi fory. Równy gość.
            Przez ten cały czas byliśmy natarczywie obserwowani przez wcześniejszego przeciwnika Simona, co momentami robiło się irytujące. Czasem w drzwiach wejściowych pojawiała się moja „wcześniejsza nauczycielka”. Po skończonym treningu udałem się do szatni.
- Hej Jason! – dogoniła mnie, gdy już miałem zamiar wychodzić. – Musisz uzupełnić mi pewne papiery.
- W porządku.
Typowe popierzyska. Imię i nazwisko, data i miejsce urodzenia, i tak dalej. Nuda! Postanowiłem zaryzykować i gdy „moja nauczycielka” obróciła się, zapisałem małym druczkiem mój numer telefonu w rogu kartki.
- Skończyłeś? – spytała.
- Tak – oddałem jej wypełniony arkusz. – Jak ci na imię? – odważyłem się.
- Summer. Summer Lawrence – uśmiechnęła się.
- Może spotkalibyśmy się kiedyś? – uniosłem sugestywnie brew.
- Nie wiem czy byłabym zainteresowana, ale zadzwonię w razie czego.
- Zadzwonisz? – zdziwiłem się.
- Zdaje mi się, że zapisałeś mi swój numer na arkuszu, co było niemądrym posunięciem, ponieważ jest to dokument. Nie nauczyli cię w szkole, że po dokumentach się nie pisze? Muszę go teraz zapisać w telefonie, a później zamazać. Kupa roboty– zaśmiała się. – Miło było cię poznać Jasonie Bieber.
- Mnie również Summer Lawrence – posłałem jej jeden z moich najwspanialszych uśmiechów i opuściłem budynek klubu.
Drew’s POV
- A co ty taki przygnębiony jesteś braciszku? – usiadłem obok Dereka na sofie w salonie. Była sobota w południe.
- Nie pytaj – mruknął pod nosem, przeskakując kolejny kanał w telewizji.
- Przecież nie będziemy mieć problemów w szkole przez wczorajsze zajście, wyluzuj.
- Naprawdę sądzisz, że przejmuje się jakąś idiotyczną bójką z twojego powodu? Szczerze powiedziawszy, wali mnie to – wykrzyczał, rzucając pilotem.
- Ktoś tutaj chyba ma napięcie przedmiesiączkowe – zaśmiałem się. – No nic nie wskóram swoimi dobrymi chęciami. Złość się sam Panie Samotny, ja jadę do szpitala Parker-Riley’a, bo w przeciwieństwie do ciebie, obchodzi mnie los innych.
Nie odpowiedział nic.

 ____________________________________________________________

Witam! 
Mam nadzieję, że spodobał wam się rozdział, ponieważ naprawdę się starałam.
Akcja zaczyna się coraz bardziej rozwijać, choć wiem, że momentami wciąż jest nudno. Ale chcę poznać wasze odczucia. Nudzi was fabuła? Dodać więcej akcji, niepewności i dramy? To znaczy, na pewno dodam, ale z czasem, więc cierpliwości. Mam też nadzieję, że nie gubicie się w tych perspektywach różnych postaci. Zdaję sobie sprawę, że to duża odpowiedzialność i tak dalej, ale spokojnie :)
Proszę was też o zostawianie po sobie śladu w postaci komentarza. To mnie naprawdę motywuje, ponieważ gdy widzę marne dwa komentarzyki, to odechciewa mi się czasem tworzyć dalej. 
Zaglądajcie do zakładki informowani i rozdziały , w której będą pojawiać się daty premier kolejnych.
NIE ZAPOMNIJ O KOMENTARZU. DZIĘKUJE

czwartek, 14 listopada 2013

CHAPTER TWO

Derek’s POV
            Zamknąłem swoją metalową szafkę i ruszyłem w stronę stołówki. Nienawidziłem chodzić do szkoły. Po prostu. Zjawiałem się tutaj sporadycznie, zaliczyłem jakieś sprawdziany i tyle. Nie podobał mi się też fakt, że nauczyciele porównywali mnie do Jasona, albo  Drewa. Raz twierdzili, że przecież stać mnie na coś więcej, że nie muszę upodabniać się do swojego starszego brata, a drugim razem mówili, że powinienem brać przykład z młodszego kujona. Niech wrzucą na luz. Uważam, że to wiele, iż przychodzę na lekcje.
            Skierowałem się w stronę szkolnej stołówki i szukałem wzrokiem moich przyjaciół. Nie, nie należałem do jakieś grupki „badassów”, noszących postrach wśród uczniów. Przerwy zazwyczaj spędzałem w towarzystwie mojego kumpla Andy’ego i jego dziewczyny Sarah. Jednakże nie zauważyłem ich przy żadnym stoliku.
„Dziwne…” – pomyślałem – „Czyżby zrobili sobie wolne we dwójkę?”
            Rozglądałem się po pomieszczeniu z niezadowoleniem wymalowanym na twarzy. Co za żenada, nie mam koło kogo usiąść. To nie tak, że nikt mnie nie lubił. Sprawa wyglądała inaczej: mnie nie dało się lubić. Nigdy nie udzielałem się w życie szkolne i towarzyskie, nie dbałem o pierdoły jakimi są wybory do samorządu czy bale z okazji Halloween. Ludzie znali mnie jako brata Jasona, Justina czy nawet Drewa. Dokładnie! Młodszy brat był bardziej popularny ode mnie. Nie płakałem z tego powodu, w życiu! Jednak w takich sytuacjach, czułam się jak żałosny samotnik. Zachować się jak zraniona dziewczyna po zerwaniu i spędzić przerwę samemu w jednej z kabin męskiego kibla? Odmawiam.
            Nagle moją uwagę przykuły dwie mijające mnie dziewczyny: blondynka i ruda. Momentalnie oprzytomniałem, uświadamiając sobie, że to ta sama śpiąca królewna spod mojego domu. Te same cudowne włosy i sposób chodzenia. Skręciło mnie w brzuchu. Była oszałamiająca. Gdybym tak kiedykolwiek mógł ponownie usłyszeć jej głos.
- Stary, zamierzasz tak stać tutaj całą przerwę? Przykuwasz spojrzenie – wyrwał mnie z zamyślenia Andy.
- Nie, nie – potrząsnąłem głową. – Ty, szukałem cię! – wycedziłem przez zęby.
- Nie sądzę, stoisz tutaj od jakiś dziesięciu minut – zaśmiał się i ruszył w kierunku Sarah, siedzącej przy stoliku niedaleko okna.
- Długo tam siedzicie? – dogoniłem go.
- Stary, od samego początku przerwy. Zastanawialiśmy się, czemu do nas nie podchodzisz. Stałeś tam jakby kto z ciebie duszę wyciągnął, postanowiłem sprawdzić czy wszystko gra – uśmiechnął się do mnie.
- Tak, wszystko okay. Nie zauważyłem was i najzwyczajniej się zamyśliłem – zapewniłem go.
- Cześć – kiwnąłem do Sarah i zająłem miejsce przy stole. Umierałem z głodu.
- Hej Derek. Jak się masz? – uśmiechnęła się promiennie.
- W porządku.
Zajadałem się zachłannie sałatką i kanapką z tuńczyka, bo to jedyne, co oferowała szkolna stołówka dzisiaj, gdy usłyszałem okrzyki i klaskanie.
            Nie wierzyłem własnym oczom i przecierałem je co najmniej 3 razy. Drew pośrodku stołówki w starciu z jakimś footballerem, którego imienia nie znałem. Co do cholery? Drew nie wdaje się w bójki, nigdy! Zerwałem się z miejsca i pobiegłem, przeciskając się przez tłum nastolatków. Nie wiem co tak fantastycznego było w bijatyce dwóch idiotów. Chcieli pokazać, że mają jaja i potrafią się bić? Równie dobrze, mogliby ściągnąć spodnie i udowodnić posiadanie swoich narządów. Żenada.
- DREW! – krzyknąłem, chcąc przywołać go do porządku
Co ja robię? Przecież nie usłyszę od niego „Słucham” w odpowiedzi. Zrobiłem 2 kroki do przodu, ściągając na siebie uwagę całej społeczności szkolnej i odepchnąłem najpierw tego kolesia z ulizaną grzywką, a następnie przytrzymałem mojego brata.
- Stary, wyluzuj! Co ty wyprawiasz? – szepnąłem w nerwach, ale chłopak od footballu uderzył mnie w bok. Szybkim ruchem odwróciłem się i sprzedałem mu całkiem niezły cios w dolną część twarzy. Upadł na ziemię.
- Trzymaj się z dala od nas, ZROZUMIANO? – krzyknąłem i ostatni raz kopnąłem go w brzuch.
- Drew, zmywamy się! – pociągnąłem swojego brata w stronę wyjścia.
Ledwo co zdążyliśmy opuścić gmach szkoły, a w głośnikach usłyszałem znajomy głos naszego ukochanego dyrektora.
„Drew i Derek Bieber proszeni do gabinetu Dyrektora, natychmiast”
- Co żeś ty narobił? – podniosłem głos na brata – Dostał lepszą ocenę od ciebie z testu czy co? – Drew milczał – No gadaj, bo teraz oboje mamy przesrane przez twoje hormony!
- On… obraził naszą mamę, porównał ją do dziwki – odparł sucho Drew.
Zrozumiałem. Tyle mi wystarczyło, aby z podniesioną głową wrócić do szkoły i bronić nas obojga przed dyrektorem. Nikt nie będzie poniżał mojej rodziny! Z głową uniesioną do góry ruszyłem w stronę gabinetu dyrektora, a Drew za mną.

Jason’s POV
            Zdenerwowany zmierzałem ku stacji metra. Zawsze poruszałem się komunikacją miejską i nie miałem z tym większego problemu. Nasz jedyny samochód był używany przez Dereka i Drewa, aby dojeżdżać do szkoły. Mama stwierdziła, że ja i tak siedzę w domu, nie pracuję i nic nie robię, więc nie potrzebuje auta. Gdyby tylko wiedziała…
            Przez ten cały czas zastanawiałam się co Jamie chce ode mnie. W głębi serca, domyślałem się o jakie gówno chodzi, lecz nie chciałem sam przyznać się przed sobą. A co jeśli zażąda pieniędzy? Złapałem się za głowę dosłownie i w przenośni. Pieprzyć to!
            Wyszedłem ze stacji metra, a promienia słońca uprzykrzały mi spacer. O mało co nie oślepłem! Skierowałem się w północną stronę Loud St. Kilkanaście metrów i skręcę w kamienną dróżkę, prowadzącą do opustoszałej fabryki.
            Gdy dotarłem na miejsce, wszedłem tylnym wejściem i usiadłem na obtartej kanapie. Tyle godzin zmarnowałem w tym miejscu, paląc trawkę i inne świństwa. Czasem chciałbym z tym skończyć. Wszyscy stracili nadzieje we mnie. Podobnie jak i ja.
- Witaj Bieber – usłyszałem głos Jamiego.
- Siema stary – kiwnąłem do niego uprzejmie, chcąc wyładować gęstą atmosferę.
- Nie jest tak kolorowo, jak ci się wydaje – pokiwał głową i potarł rękoma skronie.
Rozsiadłem się wygodnie, czekając na najgorsze.
- Hilarous się niecierpliwy – rzekł rzeczowo. – słuchaj, nie będę owijał w bawełnę. On chcę kasy jak najszybciej. Ten koleś nie będzie się bawił w jakieś gierki z nastolatkiem, albo oddasz mu pieniądze albo będziesz miał ogromny problem Bieber. Jako, że należysz do mojej grupy starałem się załagodzić sprawę.
- Co masz na myśli? – zmarszczyłem brwi.
- Wpłacisz mu zalicznkę.
- Zaliczkę? – zdziwiłem się.
- No tam… kilkaset dolców. W dodatku umówiłem cię z nim na spotkanie. Nie wiem czy ci się to podoba czy nie – wzruszył ramionami. – sprawę trzeba rozwiązać jak najszybciej! – podniósł się z fotela.
- Ale ja nie mam tych pieniędzy Jamie – odparłem cicho.
- To je zdobądź – krzyknął. – Jason, wiesz, że zawsze wstawię się za tobą, ale to już naprawdę przegięcie! Jutro jesteś umówiony na spotkanie z Hilarousem punk 12 w południe w jego budzie. Nie spóźnij się i nie martw. To jedynie rozmowa – poklepał mnie po plecach. – Ja spadam, dziewczyna na mnie czeka – puścił do mnie oczko z wymalowanym uśmiechem na twarzy.
Z furią kapnąłem drewniany stolik.
- Cholera!
Sto dolców, które pożyczyłem wczoraj od Drewa straciłem na paczkę fajek i dług u jednego kolesia. Nie pamiętałem wtedy o sprawie z Hilarousem. Szczerze powiedziawszy, sam nie wiem ile dokładnie mu wiszę. Many uparł się, że przeze mnie jego towar został skradziony. Kilka miesięcy temu wraz z kumplami miałem warte na jego terenie. Nie dopilnowaliśmy go do końca i z jego fabryki zniknęło kilkaset gramów heroiny. Też mi wielka rzecz dla takiej fuchy, jaką on pełni! Nie daje mi spokoju od miesiąca, a ja najzwyczajniej: jestem bez grosza!
- Niech to psia krew! – zaklinałem kolesia sam do siebie, po czym opuściłem budynek.
Postanowiłem przejść się po slamsach. Może i byłem biały, ale nie bałem się czarnych. Chodzi o człowieka, a nie o jego pochodzenia. Mam wielu czarnoskórych przyjaciół, z którymi spotykam się na co dzień. Czarni wywierali u mnie respekt. Podziwiałem ich i momentami chciałem naśladować, dlatego z taką chęcią przyglądałem się ludziom w tych częściach miasta.
            Gdy znalazłam się na znanej ulicy Bronxu, wyciągnąłem z kieszeni papierosa i odpaliłem go. Mój organizm domagał się nikotyny już od dłuższego czasu. Musiałem zaspokoić swoją potrzebę. Co za ulga! Zapach i smak wszystkich substancji smolistych wypełnił moje płuca. Momentalnie przybyło mi energii. Szedłem uśmiechnięty, szarawym chodnikiem, co chwilę przyglądając się mijanym ludziom. Zatrzymałem się przy wystawie jakiegoś lumpeksu z całkiem w porządku ciuchami. Jednak to nie ubrania zwróciły moją uwagę, ale ogłoszenie zawieszone na szybie.
„ CHCESZ PRZEKONAĆ SIĘ JAK SILNY JESTEŚ? SPRÓBOWAĆ SWOICH TRIKÓW W PRAWDZIWEJ WALCE? ZGŁOŚ SIĘ DO NAS! NOWOJORSKIE WALKI MMA!”
            Uśmiechnąłem się w duchu.
Justin’s POV
            Ociągając się, podniosłem się z łóżka, kierując się w stronę kuchni.
- 13 godzina – powiedziałem sam do siebie.
            Przypomniałem sobie poprzednią noc i tajemniczą dziewczynę o imieniu Clary. Jeżeli nie była chętna, to co robiła w klubie? Zazwyczaj takie laski były dla mnie skończone. Zwykła strata czasu. Jednak z nią było coś innego, coś co skupiało twoją uwagę na minuty. Zaczynałeś wtedy bawić się w jakiegoś filozofa, zastanawiając się „kim jest, skąd pochodzi, co lubi robić?”. Marzysz o tym, aby usłyszeć ponownie ten spokojny, melancholijny głos. Żałujesz tego, że wczoraj choć w małym stopniu podniosłeś głos na nią. Właśnie tego typu osobą była. Nawet Justin Bieber chorujący na znieczulice, myślał o niej minutami.
„Koleś, ogarnij! Co jest z tobą nie tak?” – przywołałem się do porządku i przestałem myśleć o sobie w 3 osobie.
            Za niecałą godzinę Drew i Derek powinni być w domu. GODZINA! Komu mam przez ten czas dokuczać, do kogo mówić? Przygnębiał mnie fakt, że siedzę sam w domu. Nie, chwila. Justin Bieber nie użala się nad sobą. Zastanawiało mnie jedynie, gdzie do cholery jest Jason. Nie mówił, że ma w planach jakiś wyjazd, a o tej godzinie zazwyczaj spał jeszcze w łóżku. Z resztą, kogo to obchodzi. Nigdy nie spędzał dużo czasu w domu, podobnie jak i ja. Nagle usłyszałem niewdzięczny dźwięk dochodzący z mojego brzucha. Sprawdziłem czy ktokolwiek raczył się rano zrobić zakupy. Jednakże w lodówce panowała cisza, spokój i pustka, podobnie jak i w moim żołądku. Postanowiłem zrobić święto z tego zwyczajnego dnia i wybrać się do supermarketu.
„Masło, chleb, ser, mleko, płatki, keczup” – standard. Znalazłem jakieś drobniaki na czarną godzinę w komodzie i opuściłem swój dom. Supermarket znajdował się ponad kilometr od naszej budy, na pieszo jakieś 10 minut drogi, niewiele. Postanowiłem więc iść nadzwyczaj powoli, aby wrócić do domu razem z Drewem i Derekiem. Powiedzieć, że byłem na zakupach i dlatego nie zrobiłem obiadu. Trochę dziecinne, ale ponownie: kogo to obchodzi? – wzruszyłem ramionami.
            Około pół godziny później, wracałem do domu pogwizdując pod nosem. Na podjeździe zauważyłem zniszczony samochód moich braci. Uśmiechnąłem się w duchu. Lecz to, co zobaczyłem w środku, nie było najlepszym pocieszeniem.

- Co ty do cholery robisz tutaj? – wrzasnąłem wręcz.
________________________________________________________
Mamy drugi rozdział! HOPE YOU LIKE IT!!
Postarałam się i dodałam go dzisiaj, jednakże kolejny rozdział pojawi się dopiero za tydzień, ponieważ mam ważny konkurs w przyszłym tygodniu i muszę się pouczyć. Dziękuję wam za wszystkie komentarze. To wiele dla mnie znaczy. Nie spodziewałam się, że aż tyle osób polubi mój pomysł na opowiadanie. 
W poprzednim poście zapomniałam podziękować kochanej Pepe, która wykonała cały szablon i wygląd bloga. A WIĘC OGROMNE PODZIĘKOWANIA DLA @rawrhazz :) Zapraszam do komentowania!
twitter 
Jeżeli chcecie być informowani, odwiedźcie zakładkę "informowani" lol 

niedziela, 10 listopada 2013

CHAPTER ONE

Drew’s POV

            Wszedłem do domu, zatrzaskując drzwi na klucz.
- Mamo? – zawołałem, przekraczając próg prowadzący z holu do zagraconego salonu. Zero odzewu.
- Derek? – ponowiłem swoje nawoływanie. Nie powiadomiono mnie wcześniej, że dziś po południu wszyscy wychodzą.
- Czego? – usłyszałem znajomy głos brata dochodzący z kuchni.
- O tutaj jesteś! Myślałam przez moment, że wszyscy wyszli. Co robisz? – zajrzałem mu przez ramię – O! Hamburgery widzę! Mogę jednego? Umieram z głodu już od kilku godzin – westchnąłem.
- Spadaj! Nikt ci nie każe siedzieć tyle w szkole kujonku – zaśmiał się złośliwie, nalewając sobie ogromną ilość keczupu na stek. Nigdy nie rozumiałem jego keczupowej miłości i raczej nie zrozumiem. Ohyda.
- Czy ktoś nie chciał tutaj korków z algebry? Ponieważ wydaje mi się, że…
- No dobra, odpuść. Z czym chcesz? – spytał, wrzucając kolejnego steka na patelnie.
            Powiedziałem bratu swoje życzenia odnośnie burgera i rozłożyłem się na kanapie w salonie. To nie prawda, że byłem kujonem. Po prostu lubiłem się uczyć i pragnąłem zostać kimś, a nie spędzić życie tak jak moi bracia. Derek do prawdy, nie był taki zły, zgrywał się jednie. Wielki z niego badboy. Jason radził sobie kiedyś w szkole podobnie jak ja, a teraz? Nawet nie ma zamiaru się tam wybrać. Prochy i dragi mu jedynie w głowie. O Justinie już nie wspomnę. Co róż to inna dziewczyna spędza noc w jego pokoju. Najbardziej współczuję moje matce. Pracuje na dwie zmiany i ufa nam na tyle, aby pozostawić dom dla nas. Jednak nie ma pojęcia, co dzieje się tutaj pod jej nieobecność. Justin wykorzystuje to często, owszem i w ogóle nie pomaga w obowiązkach domowych. Jason pali trawkę z jakimiś czarnuchami ze slamsów, a z Derekiem to różnie bywa. Prawda jest taka, że ja jedynie dbam tutaj o porządek. Lecz sam nie mam na to wiele czasu, ponieważ staram się o najwyższy wynik na teście kończącym szkołę.
- Chcesz tego burgera czy nie? – Derek zjawił się w salonie z talerzem w ręku.
- Oh, tak! Zapomniałem!
- No tak. Jedyna rzecz o której pamiętasz to szkoła – śmiał się sam ze swojego żartu. A tylko przypomnę sobie czasy jeszcze sprzed odejścia ojca. Zawsze trzymaliśmy się razem, tak wiele się zmieniło.
- DREW GAMONIU! Słyszysz mnie? Sprzątasz po obiedzie. A te burgery co tam zostały, zostaw dla Jasona, powinien niedługo wrócić.
I jak na zawołanie otworzyły się frontowe drzwi, a wraz z Jasonem w salonie pojawił się obrzydliwy zapach papierosów i innych okropieństw, które jarał.
- Co tak ładnie pachnie? – zawołał uszczęśliwiony.
- Na pewno nie ty – prychnąłem – czy mógłbyś czasem zaprzestać, albo choć trochę zwolnić?
- Oh braciszku! – podszedł do mnie i rozczochrał moją grzywkę, choć wiedział, że tego nienawidzę – Zajmij się sobą radzę ci, ja nie wchodzę w twoje edukacyjnoszkolne sprawy! – wykrzyczał poirytowany i zniknął w kuchni.
- Ostro się robi, lepiej uważaj kujoniasty – wyszeptał Derek i pognał na górę do swojego pokoju, pewnie pograć na playstation.
Wspominałem już jak bardzo są irytujący?
Chciałem już wstać i wrócić do swojego pokoju, dzielonego z Derekiem, ale zatrzymał mnie Jason.
- Stary, masz jakąś kasę? – spytał.
- Nie mało ci? – odpowiedziałem, podnosząc ton głosu.
- Wyluzuj, wszystkie swoje straciłam, a koniecznie potrzebuje – włożył ręce do kieszeni, widocznie się denerwując.
- Na co? – potrzebowałem konkretów.
- A czy to ważne?
- Chcesz pieniądze czy nie? – nie oddałbym swojego stypendium, nie wiedząc na co.
- Muszę oddać za dragi, 100 dolców – odpowiedział sucho.
- Aż 100 dolców? Jason, to trzy czwarte mojego stypendium! Słuchaj, jako twój brat, pożyczę ci te forsę ,ale chcę abyś zaczął zarabiać na siebie, masz 18 lat stary! Ogarnij się, przestań myśleć jedynie o narkotykach, to cię niszczy. Ostatni raz ci pomagam w takiej sprawie – ostrzegłem go, po czym wyciągnąłem portfel z tylnej kieszeni i podałem mu studolarowy banknot.
„Boże, co ja najlepszego wyprawiam” – pomyślałam.

Justin’s POV

- Wychodzisz ze mną czy nie? – warknąłem do blondynki spotkanej 5 minut wcześniej na parkiecie.
- No nie wiem, to zależy gdzie – szeptała.
- Co? O co ci chodzi laska? Zabieram cię do mnie do domu. Czegoś jeszcze nie rozumiesz? – wyraziłem się jasno, choć niedosłownie.
- Mhm – pokiwała głową – Możemy iść.
Wziąłem ją za rękę i pociągnąłem w stronę wyjścia. Nie wiedziałem czy spełni moje oczekiwania, była jakaś taka cicha i nieśmiała. No ale, co takiego robiła w klubie?


Wszedłem do domu może zbyt głośno, lecz opamiętałem się dopiero gdy zobaczyłem matkę śpiącą w salonie.
- Cii – szepnąłem do blondynki.
Gdy już znaleźliśmy się u mnie w pokoju na górze, spytałem.
- Jestem Justin, Justin Bieber. Pewnie słyszałaś już o mnie. A ty? Jak masz na imię?
- Clary – odparła.
Zaskoczyło mnie to, że nie powiedziała swojego nazwiska. Co za dziwna laska. Wzruszyłem jedynie ramionami i zdjąłem swoją koszulkę, rzucając ją na krzesło. Clary siedziała wciąż na brzegu mojego łóżka z przerażonym spojrzeniem. Laskom zazwyczaj podobał się ten widok, więc nie wiem co ją tak przestraszyło.
- Co? – warknąłem, może zbyt ostro.
- Nic takiego – odpowiedziała znów tym swoim cichym głosem. Zdjęła powolnymi ruchami swoją skórę i odłożyła torebkę na biurko.
            Gdy znów usiadła na łóżku i spojrzała na mnie trochę pewniej, podszedłem, nachyliłam się i pocałowałem ją. Na początku był to nieśmiały i szczerze mówiąc tragiczny pocałunek. Lecz chwilę później jej i moje wargi oddziaływały między sobą wręcz perfekcyjnie. Ręce, pocałunki, rozgrzane wargi i dłonie, które przechodziły z jednej części ciała na drugą. Ściągnąłem z Clary koszulkę z nadrukiem Rolling Stonsów i zacząłem całować jej dekolt oraz piersi. Podobało jej się to, widziałem jak się uśmiecha i czułem przyśpieszone bicie serca. Gdy złapałem za zapięcie od stanika, dziewczyna gwałtownie się wyrwała.
- Poczekaj… - szepnęła.
- Co? – pisnąłem wręcz. Ona sobie chyba żartuje. Laska ma zabójcze ciało, zdążyła mnie już podniecić i prosi, abym poczekał?
- Nie jestem jeszcze g-gotowała – wydukała przez zęby.
- Powtórz bo się przesłyszałem chyba. Zabieram cię do siebie do domu, oferuję ci seks, a ty mówisz, że nie jesteś gotowa? Ludzie, no nie wierzę – wstałem z łóżka i zacząłem się ubierać. Laska o imieniu Clary milczała. Szczerze powiedziawszy, nie obchodziło mnie to. Buzię miała naprawdę śliczną, ale dzisiaj jak i wczoraj, i zawsze, nie liczyło to się dla mnie. Pragnąłem seksu. Zepsuła mi jedynie humor, a teraz tylko milczy.
- Przepraszam – odezwała się cicho – gdybyś tylko…
- Wiesz co? – nie dałem jej skończyć – Oszczędzę cię, doceń to i po prostu idź do domu dziewczynko. Zmarnowałaś już dostateczną ilość mojego czasu.
Kiwnęła zwyczajnie głową, zabrała swoje rzeczy i wyszła bez słowa.
Pierwszy raz spotkałem się z taką sytuacją. Laski zawsze pragnęły się ze mną przespać, porozmawiać chociażby. Nie dbam o to, czy jestem próżny jak twierdzi mój brat Drew, tak już było, jest i będzie.
            Spojrzałem na zegarek, 3 w nocy. Mama za godzinę wstaję do pracy, nie chciałem psuć jej snu, więc postanowiłem od razu pójść spać. Jednak nie zasnąłem szybko. Mój umysł intensywnie pracował, a moją głowę zakrzątały myśli o Clary. Ah, jakaż to tajemnicza dziewczyna była. Ciekawe czy bezpiecznie dotarła do domu.

Derek’s POV

- Dlaczego ja mam wynosić śmieci? – jęknąłem bezradnie.
- Ponieważ ja wynosiłem wczoraj i robię teraz śniadanie, masz kilka kroków do śmietnika Derek! Nie przesadzaj! – warknął pan milusiński czyli nikt inny, jak Drew.
            Była godzina 8 rano, a mój organizm jeszcze spał. Niestety tylko ja i Drew wstawaliśmy rano do szkoły, nie licząc mamy, która była w pracy już od 5 nad ranem. Jason rzucił szkołę  w tamtym roku, a Justin ją ukończył. Teoretycznie to nie zdał egzaminu, ale zdał ze wszystkich przedmiotów wymaganych, więc ma spokój. Posłusznie wyjąłem zielony worek ze śmieciami i ruszyłem w stronę wyjścia. Schodząc po trzech schodkach na chodnik, potknąłem się o coś i omal nie poznałem jak smakuje ziemia. Usłyszałem czyjeś ziewanie. Rany boskie! Tuż pod oknem, oparta o szarawą ścianę naszego domu, leżała blond włosa dziewczyna. Powoli otwierała oczy.
- O mój boże! – natychmiast wstała na mój widok – Ja… Ja przepraszam – spojrzała na mnie swoimi błękitnymi jak ocean tęczówkami. Miała trochę rozmazany makijaż i roztrzepane, aksamitne włosy, które swobodnie opadały na jej ramiona. Momentalnie, zrobiło mi się jej szkoda, spędziła tutaj całą noc. Chwila. Derek Bieber i współczucie, ktoś chyba w tym maczał palcem. Z zamyślenia wyrwał mnie spokojny głos nieznajomej blondynki.
- To ja już pójdę – powiedziała półgłosem, ni to do mnie, ni do siebie.
Trzeba działać, przecież musiałem odziedziczyć jakieś zdolności po moim starszym bracie Justinie.
- Zaczekaj! – zawołałem za nią – Nie potrzebujesz niczego? Co się stało? Spałaś pod naszymi drzwiami? – spytałem i w tej samej chwili pomyślałem, że zabrzmiało to niemiło i dość prostacko – Oczywiście nie zrozum mnie źle, jestem po prostu ciekawy.
- Masz na imię Justin? – zmarszczyła brwi.
Chwila dziewczyno, o co ci chodzi?
- Nie – pokiwałem przecząco głową – Justin to mój starszy brat. Jestem Derek.
Jej kąciki ust automatycznie opadły w dół, tworząc minę niezadowolenia.
- Miło było Deray, pozdrów swojego brata – machnęła ręką, wychodząc przez furtkę.
„Jestem Derek” –mruknąłem pod nosem.
Wtedy dotarło do mni3, że to jedna z lasek Justina. Tylko dlaczego spędziła noc na zimnej ziemi, zamiast w jego łóżku? Nie pałała do mnie uprzejmością, jednakże wydała mi się interesująca.
„Stary, ogarnij się” – potrząsnąłem głową, nie wierząc w to, o czym myślę i wróciłem do domu.
W progu stanął Drew.
- Nie wierzę! I twierdzisz, że ze mną jest coś nie tak? Proszę cię abyś wyniósł śmieci do kosza, znajdującego się przed domem, a ty znikasz na dziesięć minut i wracasz z workiem w ręku. To ci dopiero! – wybuchnął śmiechem, a ja dopiero zdałem sobie sprawę ze swojej głupoty.
Jason’s POV
            Powoli wybudzałem się ze wspaniałego snu, o czymkolwiek był, na pewno był wspanialszy niż fakt, że jakiś kutas budzi mnie o 9 rano. Otworzyłem oczy i sięgnąłem po telefon, leżący na stoliku obok łóżka.
- Czego? – warknąłem do słuchawki.
- Widzę, że Bieber jeszcze smacznie śpi. Nie długo twój sen nie będzie tak spokojny i cudowny jak teraz. Za dwie godziny w fabryce, Bieber. I ani minuty spóźnienia. Sprawy przybrały niewłaściwy obieg – rozłączył się.

„Zapowiada się ciekawe południe” – pomyślałem ze złością, zaciskając uścisk na komórce.
__________________________________________________________

Halo witam. Jeśli już to czytasz, to jestem ci strasznie wdzięczna za odwiedzenie mojego bloga!
Jest to moje pierwsze fan fiction i może wydawać się całkiem oklepane. Jednakże, to dopiero pierwszy rozdział. "I'm just getting started". Powoli będzie nam przybywać nowych wątków i rozwinięć akcji. 
Jeśli spodobał ci się ten rozdział, napisz to w komentarzu. Naprawdę chcę wiedzieć co sądzicie o tym opowiadaniu, chcę poznać wasze zdanie :) Zapraszam do odwiedzenia pozostałych zakładek: bohaterowie, zwiastun (który pojawi się niedługo) i informowani.
twitter